Reklama

Malarka z Białej Podlaskiej – Jadwiga Kwiatkowska: „Odnalazłam spokój i radość”

Rozmowa z bialczanką Jadwigą Kwiatkowską Pochodzi z licznej rodziny o uzdolnieniach artystycznych. W młodości śpiewała i grała w dwóch orkiestrach dętych. Udzielała się też artystycznie w teatrze obrzędowym Czeladońka, prowadzonym przez jej brata Kazimierza Kusznierowa. Trzy lata temu zaczęła malować i to zajęcie pochłania ją coraz bardziej.

Istvan Grabowski:  Jak to się stało, że dopiero na emeryturze odkryła pani w sobie zdolność malowania?

Jadwiga Kwiatkowska:  Umiejętności rysowania i malowania przejawiałam od najmłodszych lat. Nie doskonaliłam ich jednak z powodu nauczyciela, który kwestionował moje autorstwo przynoszonych do szkoły prac. Przestałam wierzyć, że kiedykolwiek kogoś przekonam swoimi obrazami. Malować zaczęłam stosunkowo niedawno, zaledwie trzy lata temu dzięki przyjaciółce z Kanady. Ania Kondracka – Wiercioch namówiła mnie na wyjazd do Łajska koło Olsztyna. Tam odbywał się plener artystów i sympatyków sztuki. Któregoś dnia urzeczona krajobrazem, ciszą i pogodą odważyłam się namalować pierwszy pejzaż. Znajomi mi gratulowali i zachęcali, by ponowić próbę. Musiałam się sporo nauczyć, nie tylko samej techniki malowania farbami olejnymi, ale idzie mi coraz lepiej. Teraz czuję, że dzięki malarstwu odnalazłem szczęście, radość i spokój.

Istvan Grabowski:  Jaka tematyka jest pani najbliższa?

Jadwiga Kwiatkowska:  Początkowo malowałam pejzaże, potem kwiaty i postacie. Zmierzyłam się także z wielką potęgą, jaką jest morze. Obecnie inspiracją mnie prośby z konkretnymi tematami. Ponieważ lubię wyzwania, chętnie się ich podejmuję. Przy okazji poszerzam wiedzę plastyczną. Ktoś poprosił mnie o namalowanie Złotego Mostu w Wietnamie, o którym wcześniej nie miałam pojęcia. Przy sztalugach muszę mieć wewnętrzny spokój i czuć klimat podejmowanego tematu.

Istvan Grabowski:   Skąd w pani zbiorze coraz bardziej udane ikony?

Jadwiga Kwiatkowska:   Zdecydowały korzenie rodzinne. Moi dziadkowie i ojciec byli prawosławnymi. Kiedy odwiedzałam cerkwie, zachwycał mnie kunszt i duchowość ikon. Zapewne nie zdecydowałabym się ich pisać, gdyby nie dwukrotne rekolekcje zaliczone pomyślnie w Kodniu. Tam dowiedziałam się, jak istotna w tej pracy jest cierpliwość i wytrwałość. Pisanie ikon wymaga naturalnych barwników i mnóstwa czasu. Jeden obraz przygotowuje się średnio 80 godzin. Mnie zajmuje to trochę mniej czasu, bo kupuję gotową deskę ze złoceniami. Ikonę pisze się na desce, kładąc farby grunt kredowy i złocenie. Na malunek potrzeba kilku warstw tempery. Pisząc ikony spełniam się artystycznie i staję się człowiekiem modlitwy. To wystarczająca motywacja.

Istvan Grabowski : Czym jest dla pani malowanie?

Jadwiga Kwiatkowska :   Malarstwo stało się dla mnie życiową pasją, ale też odskocznią od prozy życia emerytki. Przenosi mnie w zupełnie inny świat wspomnień, piękna i wrażliwości. Jest spełnianiem się, a zarazem potrzebą, jaką odczuwałam od dziecka. Nie znam technik malarskich, jakimi dysponują artyści z cenzusem wyższych szkół. Maluję, zatem emocjonalnie sercem i duszą. W każdy obraz wkładam dużo dobrej energii. Dlatego w trakcie pracy muszę mieć wewnętrzy spokój.

Istvan Grabowski: Jakie miewa pani marzenia?

Jadwiga Kwiatkowska: – Stwierdziłam już, że malowania wycisza mnie wewnętrznie. Chciałabym, by moje obrazy przyciągały wzrok i zmuszały do określonych emocji. Wiele moi prac trafiło za granicę i ich właściciele są bardzo zadowoleni. Oby dobra passa mnie nie opuszczała.



materiał: Radio Biper Biała Podlaska
tekst: Istvan Grabowski
zdjęcia: zbiory Jadwigi Kwiatkowskiej  
opracowanie: Gwalbert Krzewicki

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama