Reklama

Wieści z Unii: Big Tech, demokracja i wolność słowa

Bardzo ważne jest (…) to, żebyśmy codziennie chronili naszą demokrację i nasze instytucje przed wpływem mowy nienawiści, dezinformacji, fałszywych informacji i podżegania do przemocy – pisze przewodnicząca KE Ursuli von der Leyen do Mathiasa Döpfnera, prezesa Axel Springer SA, w liście otwartym dotyczącym ponadnarodowych platform cyfrowych.

Szanowny Panie,

Bardzo dziękuję za Pana życzliwy i otwarty list.

Przypadkiem, tego samego dnia, gdy Pański list został opublikowany w internecie, miałam okazję przemawiać na Światowym Forum Gospodarczym w Davos. Mówiłam między innymi o poruszonej przez pana kwestii, czyli o ciemniejszej stronie cyfryzacji.

Rosnąca siła największych platform internetowych, a także ich niewiarygodne wpływy gospodarcze, a nawet polityczne, budzą również mój niepokój.

Podzielam Pańską opinię, że nie możemy mówić jedynie o wielkiej obietnicy świata cyfrowego, ale musimy też wskazywać na problemy, jakie on stwarza dla naszych gospodarek, społeczeństw, a także naszej demokracji.

Niedawno dotarło to do mnie po raz kolejny, gdy oglądałem w TV zdjęcia przedstawiające szturm rozgniewanego tłumu na budynek Kapitolu.

Obrazy te głęboko mnie zaniepokoiły. Tak się dzieje, gdy działania idą w ślad za słowami. Tak się dzieje, gdy wiadomości rozpowszechniane przez platformy internetowe i media społecznościowe stają się zagrożeniem dla demokracji.

Powinniśmy traktować te zdjęcia ze Stanów Zjednoczonych jako ostrzeżenie: pomimo całego zaufania, jakie pokładamy demokrację europejską, Europa wcale nie jest odporna na taki zwrot wydarzeń.

Łatwo jest powiedzieć, że demokracja i wartości są częścią naszego DNA. I to jest oczywiście prawda. Ale bardzo ważne jest także to, żebyśmy codziennie chronili naszą demokrację i nasze instytucje przed wpływem mowy nienawiści, dezinformacji, fałszywych informacji i podżegania do przemocy.

Model biznesowy platform internetowych ma wpływ nie tylko na wolną i uczciwą konkurencję; ma również wpływ na naszą demokrację, nasze bezpieczeństwo i jakość naszych informacji. Dlatego właśnie musimy w demokratyczny sposób ograniczyć ogromną i obecnie w dużej mierze niekontrolowaną siłę polityczną internetowych gigantów.

W świecie, w którym tak łatwo usłyszeć całkowicie sprzeczne opinie na różne tematy, od dziwacznej teorii spiskowej do śmierci policjanta jest tylko jeden mały krok. Pokazały to niestety również wydarzenia na Kapitolu.

Na początek chcę wyjaśnić jedną rzecz, aby uniknąć nieporozumień w naszej dyskusji.

W Europie nagradzamy innowacje. Z entuzjazmem przyjmujemy cuda technologii. I ciekawią nas wszelkie nowości. Wydawcy niemieccy nie różnią się pod tym względem od innych. Oni również niestrudzenie starają się wprowadzić swoje publikacje na rynek w nowych formatach cyfrowych i sprawdzać, co interesuje ich czytelników, a co nie.

Ponadto każdego dnia pandemia pokazuje nam dzisiaj jak bardzo pomocne są aplikacje cyfrowe ­­­- od szkoły począwszy, a na domowym biurze skończywszy. Dlatego w Europie postanowiliśmy skupić się na cyfryzacji jako jednym z filarów, obok ochrony klimatu, odbudowy gospodarki po kryzysie wywołanym przez koronawirus. Dwadzieścia procent środków z naszego programu odbudowy NextGenerationEU zostanie przeznaczonych na projekty cyfrowe; czy to na wsparcie dynamicznych start-upów w Lizbonie czy Sofii, wzmacnianie powiązań między uniwersytetami a instytutami badawczymi, czy też tworzenie europejskiej chmury obliczeniowej.

Niemniej jednak, przy całej otwartości na innowacje w świecie cyfrowym, Europa nigdy nie może zapominać, komu te aplikacje i możliwości mają ostatecznie służyć – naszym obywatelom. Dla nas najważniejszym priorytetem nie jest ani rynek, ani państwo, lecz ludzie.

Dlatego w grudniu Komisja przyjęła akt o usługach cyfrowych i akt o rynku cyfrowym. To nowe ramy prawne dla rynku cyfrowego i dla naszego społeczeństwa.

Mówiąc wprost, chcemy doprowadzić do tego, by to, co jest niezgodne z prawem w świecie analogowym, w przyszłości było również niezgodne z prawem w Internecie, tak jak postuluje Pan w swoim liście.

Chcemy również, aby platformy zapewniały przejrzystość co do sposobu działania ich algorytmów. Decyzje mające rozległe konsekwencje dla naszej demokracji nie mogą być podejmowane przez programy komputerowe, nad którymi człowiek nie ma kontroli.

Chcemy wprowadzić też jasno określone wymogi dla firm internetowych w zakresie odpowiedzialności za sposób, w jaki rozpowszechniają, promują i usuwają treści oraz w zakresie identyfikowania i ograniczenia ryzyka systemowego, jakie mogą one stwarzać.

Ważna jest dla mnie też inna sprawa: jakkolwiek kuszące było dla Twittera wyłączenie konta Donalda Trumpa za pięć dwunasta, taka poważna ingerencja w wolność wypowiedzi nie powinna opierać się wyłącznie na regulaminie danej firmy.

Muszą istnieć ramy prawne dla tak daleko idących decyzji. A decyzje dotyczące tego rodzaju ram prawnych powinny podejmować parlamenty i politycy, a nie menedżerowie z Doliny Krzemowej.

Wzywamy do wprowadzenia środków zapobiegających przechowywaniu przez duże platformy cyfrowe danych osobowych i danych szczególnie chronionych oraz wykorzystywaniu tych danych do celów komercyjnych.

I prawdą jest, że ilekroć odwiedzamy stronę internetową i jesteśmy proszeni o stworzenie profilu lub gdy rejestrujemy się na dużej platformie, nie mamy pojęcia, co dzieje się z naszymi danymi.

Dlatego właśnie prof. Shoshana Zuboff z Harvardu w swojej przełomowej cytowanej przez Pana pracy mówi o „kapitalizmie inwigilacyjnym”. A w filmie dokumentalnym „Społeczny dylemat” dowiadujemy się na samym początku, że my, użytkownicy, jesteśmy towarem, którym interesują się duże platformy cyfrowe. Im więcej o nas wiedzą, tym bardziej jesteśmy dla nich cenni. Dzięki temu mogą zalewać nas celowanymi reklamami, a co za tym idzie, zwiększać przychody od swoich klientów.

Pozwolę sobie wymienić trzy przykłady tego, co zamierzamy zrobić, aby w przyszłości jeszcze lepiej chronić naszych konsumentów i ich dane.

Po pierwsze: nasz akt prawny o usługach cyfrowych nakłada szczególne obowiązki na duże platformy internetowe, tj. platformy posiadające ponad 45 mln użytkowników w UE. Na przykład w przyszłości będą musiały one dać swoim użytkownikom możliwość zablokowania rekomendacji dodatkowych treści opartych na profilowaniu, tj. systematycznej analizie ich danych za pomocą programów komputerowych.

Po drugie wzmacniamy przepisy naszego ogólnego rozporządzenia o ochronie danych. Choć rozporządzenie to weszło w życie zaledwie w 2018 r., bardzo szybko stało się wzorem dla wielu krajów na świecie. Przeczy to również Pańskiemu twierdzeniu, że Europa prawie zawsze reaguje zbyt późno. Wprost przeciwnie, za sprawą RODO to właśnie my wyznaczyliśmy standardy. W przyszłości chcemy wykorzystać nasz akt o rynkach cyfrowych, aby uniemożliwić dużym platformom internetowym automatyczne łączenie w jeden profil danych osobowych użytkowników pobranych z ich głównej platformy z dodatkowymi danymi pochodzącymi z innych wykorzystywanych przez nie kanałów. Tak właśnie chcemy zapobiegać przejrzystości konsumenta, przed którą zdecydowanie i bardzo słusznie przestrzega Pan w swoim liście. Zapewni to również uczciwą konkurencję.

Po trzecie, w porozumieniu z państwami członkowskimi, zaproponujemy również w tym roku bezpieczną tożsamość europejską, a tym samym zapewnimy naszym obywatelom alternatywny sposób bezpiecznego nawigowania w internecie, czy to w celu płacenia podatków, zapisania się na studia wyższe czy wynajęcia samochodu elektrycznego.

Inicjatywy te podejmowane są nie tylko w odpowiedzi na obawy naszych obywateli. W ten sposób wypełniamy także zobowiązania wynikające z europejskich praw podstawowych – w Europie od dawna Internet nie rządzi się już prawami dzikiego zachodu.

Artykuły 7 i 8 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej gwarantują prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego oraz prawo do ochrony danych osobowych.

Te podstawowe prawa istnieją nie tylko na papierze. Jak można było się przekonać, nadają one również ton naszym działaniom legislacyjnym i mogą nam posłużyć jako oręż do walki, również w sądach. Wystarczy przypomnieć tu choćby dwa wyroki w sprawie Schrems, w których Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał instrumenty przekazywania danych osobowych do państw trzecich za niezgodne z prawem. W konsekwencji przedsiębiorstwa cyfrowe muszą zagwarantować stosowanie norm UE przy przekazywaniu danych osobowych poza UE. W przeciwnym razie przekazywanie danych jest zabronione.

Zapewne tak jak ja, z ulgą przyjął Pan to, że Europa znów ma przyjaciela w Białym Domu w osobie prezydenta Joe Bidena. W istocie, pierwsze sygnały, które napływają z Waszyngtonu, są obiecujące, także jeśli chodzi o ewentualną współpracę w kwestiach cyfrowych.

Jako pierwszy krok można by sobie wyobrazić na przykład powołanie wspólnej rady ds. handlu i technologii, w której uzgadniamy standardy i normy.

Wraz ze Stanami Zjednoczonymi moglibyśmy również stworzyć kodeks dla środowiska cyfrowego, którego wpływ byłby odczuwalny na całym świecie. Mógłby on dotyczyć różnych kwestii, począwszy od ochrony danych i prywatności aż po bezpieczeństwo infrastruktury technicznej. Byłby to zbiór przepisów oparty na naszych wartościach, takich jak: prawa człowieka i pluralizm, włączenie społeczne i ochrona prywatności.

Nawet taka kwestia jak wprowadzenie podatku cyfrowego, który – jak wydawało nam się do niedawna, będziemy musieli wprowadzić, nie zważając na naszych amerykańskich przyjaciół – nagle okazuje się czymś, czym możemy zająć się wspólnie.

W swoim liście zwraca Pan uwagę na nieustanny wzrost potęgi dużych grup technologicznych i ich gwałtownie rosnącą wartość rynkową, widoczne szczególnie w okresie obecnego kryzysu. Na tym tle przedstawia Pan szacunki, według których w okresie od stycznia 2020 r. do stycznia 2021 r. na całym świecie utraconych zostało 255 mln miejsc pracy.

Jestem również zaniepokojona tym, w jaki sposób kryzys pogłębia nierówności. Restauratorzy i właściciele przedsiębiorstw obawiają się o swój byt w związku z wprowadzeniem blokady. Zamknęli czasowo swoje restauracje i przedsiębiorstwa, aby każdy z nas miał zapewnioną lepszą ochronę przed wirusem.

Jednocześnie wiele dużych grup internetowych osiąga niewiarygodne obroty – dotyczy to także grup, które nie są jeszcze odpowiednio opodatkowane w Europie.

Jest to niesprawiedliwe i nie możemy dłużej oczekiwać, że ludzie będą się na to godzić.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nasz rynek wewnętrzny, z dostępem do 450 mln konsumentów, istnieje po to, by można było prowadzić działalność gospodarczą; zachęcamy też przedsiębiorstwa z całego świata do korzystania z tej niepowtarzalnej możliwości.

W zamian oczekujemy, że przyczynią się one do finansowania wszystkiego tego, co sprawia, że nasz jednolity rynek jest tak silny – szkół i uniwersytetów, badań naukowych i infrastruktury, wiarygodnych instytucji publicznych i służby zdrowia, która – dzień po dniu w czasie obecnego kryzysu – wykazuje swoją odporność.

W związku z tym chcielibyśmy podjąć intensywniejsze dyskusje na temat tego rodzaju podatku w ramach OECD i mamy nadzieję na osiągnięcie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi również na forum tej organizacji.

Nadal pozostajemy jednak zdecydowani znaleźć rozwiązanie do końca tego roku, nawet jeśli musielibyśmy zrobić to samodzielnie w Europie.

Szanowny Panie!

Jak widać, już teraz jesteśmy mocno zaangażowani, korzystając z wielu narzędzi, jakimi dysponuje Europa, ponieważ Europa ma służyć swoim obywatelom. Dotyczy to zarówno świata analogowego, jak i Internetu. Bez ograniczeń.

Z poważaniem

Ursula von der Leyen

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama