Reklama

Beskidzki Kolberg z Podlasia – Jacenty Ignatowicz

Po 11 latach przerwy (choć nie estradowej ciszy) multiinstrumentalista z Podlasia powrócił do programu „Mam talent”. Jacenty Ignatowicz, bo o nim mowa, zaskoczył widzów wszechstronnością uzdolnień i muzycznych zainteresowań.

Żadna książka, nawet z najpiękniejszym opisem nie zastąpi żywego dźwięku – twierdzi 76-letni Jacenty Ignatowicz z Żywca. Dwanaście lat temu zrobił furorę w programie TVN „Mam talent”. Teraz odwiedza szkoły i zachęca dzieci do nauki na instrumentach ludowych. Choć występuje w stroju beskidzkiego górala. Urodził się i wychował w Parczewie w woj. lubelskim.

W 1970 roku ukończył wydział łąkarstwa lubelskiej Akademii Rolniczej i jako agronom uczył młodzież w szkołach rolniczych, najpierw w Ostrowie Lubelskim, potem w Jabłoniu. Na Żywiecczyznę trafił przypadkowo. Wysłano go na kurs kierowników wycieczek szkolnych, odbywający się w Żywcu-Moszczanicy. Tak bardzo mu się tam spodobało, że zdecydował się w 1979 roku osiąść tam na stałe.

Z wykształcenia agronom, z zamiłowania muzyk-folklorysta. Tak przedstawia się Jacenty Ignatowicz, odwiedzając różne szkoły z prezentacją instrumentów i melodii góralskich. Pokazywał się już w różnych stronach kraju. Wszędzie przyjmowano go entuzjastycznie. W 1995 roku udało mu się otworzyć w zabytkowym dworku Kępińskich w Żywcu muzyczną izbę regionalną, gdzie zebrał największy w kraju prywatny zbiór instrumentów góralskich. Są wśród nich: trombity, dudy, piszczałki, heligonki, fujarki, bulkoty, wabiki, zbyrcoki, okaryny, gęśle i rogi pasterskie. Właściciel nie tylko zna wybornie ich dźwięki, ale też umie grać na nich z wyjątkowa wirtuozerią. Podobnie jak na liściach, które przytrzymuje ustami.

Uczyłem się tej sztuki na Podlasiu, od ludowych mistrzów w Bednarzówce i Przewłoce. Najtrudniej było mi wydobyć z listka proste dźwięki. Kiedy już nauczyłem się, opracowałem własną technikę, dzięki której trzymając listek ustami potrafię grać popularne szlagiery, standardy jazzowe i najpiękniejsze utwory muzyki klasycznej, z chopinowskim polonezem As-dur włącznie – opowiada mistrz Jacenty.

Przygodę z muzyką rozpoczął w Parczewie. Sam nauczył się gry na skrzypcach i flecie.
Po studiach zakupił klarnet i grał na nim w kapelach weselnych m.in. w Wisznicach, Parczewie, Jabłoniu i Milanowie. Potem zdecydował się na zakup saksofonu, który również opanował do perfekcji. Postanowił nawet przystąpić do egzaminu weryfikacyjnego muzyka rozrywkowego. Komisji egzaminacyjnej przewodził szef Filharmonii Lubelskiej Adam Natanek, który gratulował Ignatowiczowi wspaniałego poziomu.

Po przeprowadzce do Żywca związał się z zespołem ludowym Pilsko. Potem występował z grupami Ziemia Żywiecka i Gronie. Odwiedził z nimi kilkanaście krajów Europy. Grał też w Turcji i Indiach. W Żywcu uczył młodzież w Zespole Szkół Rolniczych, ale zamiłowanie do muzyki wzięło górę. Na emeryturze przyjął propozycję rektora filii Uniwersytetu Śląskiego z Cieszyna, aby pracować ze studentami. Przez kilka lat udzielał się w katedrze folklorystyki stosowanej i ogólnej i była to fantastyczna przygoda. Łączył ją z częstymi podróżami po kraju. Miał nawet okazję grać w Gdańsku dla prezydenta Lecha Wałęsy.

Mam wyjątkową łatwość adaptacji do warunków, w jakich się znajdę. Gdybym osiadł w Teksasie, a nie w Żywcu, pewnie grałbym country jak rdzenny Amerykanin. Jestem postrzegany jako góral, ale słucham różnej muzyki. Pasjonuje mnie jazz nowoorleański, operetka i muzyka klasyczna. Gdybym przywdział frak, mógłbym zadziwić publiczność w Tokio albo Nowym Jorku. Nie wystarczy mieć talent. Trzeba go odpowiednio rozwinąć i udoskonalić. Udało mi się zaszczepić zainteresowania muzyczne całej rodzinie – twierdzi Jacenty.

Najstarszy syn, blisko 40-letni Paweł mieszka w Nowym Jorku, gdzie gra na gitarze, a świetnie też radzi sobie z klarnetem, fletem, harmonijką ustną i instrumentami ludowymi. 36 -letnia Marta ukończyła Uniwersytet Jagielloński w Krakowie i przejawia zdolności jeszcze większe od ojca. Najczęściej gra na flecie i instrumentach beskidzkich. Najmłodszy, 32 -letni Wojtek uchodzi za mistrza instrumentów ludowych.

Nauczył się nimi posługiwać, podpatrując ojca, który wędrował po beskidzkich wioskach, zapisywał stare melodie ludowe i natychmiast próbował je grać na każdym napotkanym instrumencie. O zdolnościach Ignatowicza bardzo dobrą opinię mieli współpracownicy z Uniwersytetu Śląskiego. Kiedy ukazał się podręcznik gry na instrumentach ludowych, jego okładkę zdobiło zdjęcie Jacentego. Nie potrafi oprzeć się próbie gry na każdym spotykanym instrumencie. To wyjątkowa sztuka, której sprostać może niewiele osób.

materiał: Radio Biper Biała Podlaska
tekst zdjęcia: Istvan Grabowski
opracowanie: Gwalbert Krzewicki

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama