Reklama

„Jak nasi pradziadowie żniwowali”. Prezentacja w Muzeum Wsi Podlaskiej w Studziance (film) (galeria)

Na prezentację dawnych czynności związanych ze żniwami i czynny w nich udział zaprosiła do Muzeum Wsi Podlaskiej w Studziance prezes Fundacji "Korzenie i Skrzydła" Aniela Halczuk. Starsi ze wzruszeniem przypominali sobie ciężką, ręczną pracę na polu, natomiast młode pokolenie mogło poznać pracę dawnych żniwiarzy, o której nie raz zapewne snuli opowieści ich dziadkowie.

Spotkanie pod hasłem „Jak nasi pradziadowie żniwowali” w Studziance miało miejsce 24 lipca i cieszyło się dużym powodzeniem, zarówno u młodszych jak i starszych mieszkańców gminy i okolic.

Prezes Aniela Halczuk i jej goście zaprezentowali dawne prace w polu, przy których żniwiarze używali przede wszystkim siły swoich rąk oraz drobnych narzędzi rolnych. Dziś te same prace w ciągu kilku godzin wykonują profesjonalne maszyny, zatem przypomnienie dawnych czynności było świetną okazją do edukowania młodego pokolenia. Kosa, sierp, przewiewne ubranie, chusteczka na głowie czy pleciony kapelusz – to atrybuty żniwiarzy, w role których wcielili się społecznicy na zaproszenie Anieli Halczuk. Przy wspólnej pracy wiązano przewrósła i snopy, ustawiano stogi, nie zabrakło również garści ciekawostek z dawną obrzędowością oraz pieśni. Do pracy przystąpili nawet żniwiarze w garniturach, co dodatkowo podkreśla fakt, że takie prezentacje i spotkania przyciągają chętnych i są ciekawą propozycją do wspólnego spędzania czasu. Za kosy chwycili m.in. prezes Banku Spółdzielczego w Łomazach Krzysztof Łojewski, przewodniczący Rady Gminy Łomazy Andrzej Wiński, radny Grzegorz Wysocki ze Studzianki, właściciel muzeum Mieczysław Józefaciuk i właściciel gospodarstwa rolnego Andrzej Cydejko. Dzielnie pomagały członkinie zespołów śpiewaczych. – Prezentowaliśmy, jak nasi pradziadowie dawniej żniwowali, a w zasadzie to były „zażynki” i część żniw. Sprzyja temu miejsce i cieszę się, że to było takie naturalne, a nie na baczność do hymnu. Tu pasuje właśnie to, co jest tradycyjne – zauważa Aniela Halczuk. Do wspólnej przygody z dawnymi żniwami chętnie dołączyli młodzi ludzie. – Trzeba przekazywać te sprawy dzieciom, żeby chociaż wiedziały, na czym to polega. Tu nawet nie chodzi o to, żeby umiały, ale żeby wiedziały. Niestety, ich rodzice, a czasem i babcie już tego nie umieją. Dlatego bardzo się cieszę, jak są dzieci i młodzież.

To bardzo dobry moment, żeby młodsze pokolenie zobaczyło, jak nasi dziadkowie żniwowali, jak się praca rozpoczynała. Rolnik wychodził, przeżegnał się, przygotowywał kosę, kobiety odbierały zboże za kosą. To był zawsze początek lipca. Pamiętam koszenie z rodzicami, babcia też pomagała. To była wspólna, rodzinna praca, wszyscy z domu pomagali, żeby ją wykonać – wspomina przewodniczący Rady Gminy Łomazy Andrzej Wiński. – Później kosiła snopowiązałka i wyskakiwały snopeczki. Na pszenżycie stawialiśmy te snopeczki w dziesiątki, a w zbożu jarym, tak jak w owsie – piąteczki. Następnie to zboże dojrzewało około tygodnia, potem zwożono je wozami, przyczepami do stodół, a w okresie jesiennym lub zimowym, w zależności ile komu potrzeba było zboża, młócono. Nie wszyscy mieli maszyny, więc wypożyczali z SKR-u. To była praca zespołowa, tzw. tłuka, jeden drugiemu pomagał. Obecnie wjeżdża w dojrzałe zboże kombajn, obok stoi przyczepa i zwozimy zboże do magazynu lub silosów. 

Kolejną atrakcja była możliwość obejrzenia bogatych zbiorów Muzeum Wsi Podlaskiej państwa Józefaciuków w Studziance. To właśnie z ich eksponatów skorzystano podczas prezentacji. – To była pierwsza myśl. Pan Mieczysław Józefaciuk jest przesympatyczny, posiada wiedzę, dba o to wszystko i jest tym zafascynowany. Użyczył kawałka pola, narzędzi, naostrzył je, zadbał o stoły.

Właściciel muzeum z dumą prezentuje własne zbiory. Chętnie też dzieli się swoimi wspomnieniami i wiedzą. – Sierpem kosiło się kiedyś zboże, ścinało się je w połowie, nie tak jak kosą. Pracowały nimi zazwyczaj kobiety. Natomiast kosę przed pójściem w żniwa każdy kosiarz klepał na „babce”, żeby była idealna do koszenia. Potem kosiarz brał mateńkę, którą polewał wodą, posypywał piaskiem i szlifował nią kosę. Dobry kosiarz tak ją naostrzył, że wszystko cięła. Przy kosie jest kabłąk obszyty płótnem, po to, by ładnie przyłożyć zboże, które za kosą zbierała w snopki kobieta. Zwykłą kosą zboże rozpadało się, a taką z kabłąkiem przykładało się zboże do zboża. Później, jak się zboże zwiozło do stodoły, to do młocki służyły cepy. Następnie trzeba było ziarna zmielić na mąkę – wyjaśnia Mieczysław Józefaciuk prezentując jednocześnie kolejne czynności. Eksponaty do Muzeum Wsi Podlaskiej gromadził ponad 27 lat, pierwsze wzmianki o tym pojawiły się w 1997 r. Kosy i sierpy to najstarsze narzędzia, pochodzą nawet z XVIII-XIX wieku. Do muzeum łatwo trafić – jego adres to Studzianka 71.

– Przyszło mi do głowy, że można tu robić różne warsztaty – zdradza plany prezes fundacji. Jak zapowiada, wkrótce w ofercie skierowanej do mieszkańców powiatu pojawią się warsztaty wyplatania wieńców dożynkowych. – Uważam, że w naszym powiecie wianki są na wysokim poziomie, jest dużo wsi, gdzie się je pięknie wije. I dokumentuje się je, więc jest to prawdziwe, wiadomo, że wianek nie został kupiony. Myślę, że zachęcimy więcej dzieci. 

 

materiał: Radio Biper Gmina Łomazy
zdjęcia: Gwalbert Krzewicki
film: Mariusz Maksymiuk
opracowanie: Anna Ostapiuk

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz więcej z tych samych kategorii

Reklama