Reklama

Kulturalny Pejzaż Podlasia: Andrzej Stępka -„Muzyka jest dla mnie całym moim życiem”

Muzyką zajmuje się od najmłodszych lat, na scenie z akordeonem spędził blisko 60 lat. Zagrał niezliczoną ilość koncertów w regionie, kraju i za granicą. Za swoją działalność artystyczną promującą kulturę ludową odznaczony został m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi, Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury i Odznaką Honorową „Za zasługi dla Gminy Biała Podlaska”.

Otrzymał również najważniejszą bialską Nagrodę Kultury im. Anny z Sanguszków Radziwiłłowej. Obecnie prowadzi dwa zespoły z gminy Biała Podlaska, „Barwinek” ze Styrzyńca i „Chodźta do Nos” ze Swór.

Z muzykiem rozmawiamy m.in. o jego działalności artystycznej na przestrzeni lat oraz miłości do muzyki i sztuki ludowej.

Proszę powiedzieć skąd pan pochodzi?

Andrzej Stępka: Urodziłem się w Hrubieszowie i tam spędziłem pierwszy okres mojego życia.

Jak wyglądała pana ścieżka edukacji?

Szkołę podstawową skończyłem w Hrubieszowie, potem uczęszczałem do Technikum Ekonomicznego, a następnie ukończyłem wychowanie muzyczne w Lublinie, uzyskując tytuł magistra, było to 1976 roku. Dodam, że podjąłem się także drugich studiów na kierunku pedagogika w zakresie pracy kulturalno-oświatowej, które zakończyłem zdobywając absolutorium.

Czym pan się zajął po skończeniu edukacji?

Pracowałem w I Liceum Ogólnokształcącym im. J.I. Kraszewskiego oraz w Szkole Podstawowej nr 2 i nr 5 w Białej Podlaskiej, jako nauczyciel muzyki. Od 1979 roku podjąłem jednocześnie pracę w Studium Nauczycielskim również w Białej Podlaskiej.

Rozumiem, że z chwilą podjęcia pracy przeniósł się pan na stałe do Białej Podlaskiej?

Tak, tutaj się sprowadziłem, a powodem było również to, że stąd pochodzi moja żona.

W którym więc momencie pojawiła się pasja do muzyki?

Mój dziadek grał na skrzypcach, ojciec też trochę grał na nich, rodzina była ogólnie muzykalna. Mój brat również skończył wychowanie muzyczne, muzyka była więc obecna w moim życiu od najmłodszych lat.

Kiedy nastąpiła, nazwijmy to pierwsza inicjacja muzyczna, kiedy zaczął pan parać się muzyką?

Mieliśmy z braćmi kapelę rodzinną, nas trójka i czwarty kolega, który grał na saksofonie. Do tego bębenek, skrzypce i akordeon, na którym grałem ja. Grywaliśmy po weselach i zabawach na terenie powiatu hrubieszowskiego. To był mój pierwszy zespół, miałem wówczas 14 lat. W tym składzie graliśmy aż do matury.

Jaki repertuar wówczas graliście?

Graliśmy głównie przeboje z tamtych lat, np. Czerwonych Gitar, do tańca oczywiście. Były to bowiem typowe wiejskie zabawy.

Czy od początku grał pan na akordeonie?

W technikum ekonomicznym miałem przygodę z grą na saksofonie i klarnecie w szkolnej orkiestrze dętej. Dodam, że gry na tych instrumentach nauczyłem się sam. Podstawy muzyczne wówczas już jakieś miałem, bo chodziłem do czteroletniego ogniska muzycznego, więc z pewnością było to dla mnie dlatego łatwiejsze. Ogólnie na przestrzeni lat grałem na różnych instrumentach. Kiedy pracowałem w szkole, to grałem również na przykład na pianinie.

Czy grę na akordeonie można nazwać trudną?

Nie jest to na pewno łatwe. Instrument waży parę ładnych kilo, trzeba go rozciągać i ściągać i mocno przebierać palcami prawej i lewej ręki, musi być też duża koordynacja w tym wszystkim.

Czy w tym czasie, kiedy pan pracował w szkolnictwie miał pan też swój zespół?

Przez pięć lat grałem na akordeonie ze znanym bialskim zespołem Biawena. Ponadto prowadziłem jeszcze przez krótki czas szkolny zespół.

Jak był kolejny etap w pana muzycznej działalności?

W 1992 roku przeszedłem do pracy w jednostkach kultury, w których pracowałem do 2013 roku. Najpierw pracowałem w Miejskim Domu Kultury w Białej Podlaskiej i tam zorganizowałem Podlaską Kapelę Ludową i wokół niej skupiała się moja praca. Co prawda wcześniej działała tam już kapela, ale ja ją jakby reaktywowałem.

Ile osób liczyła kapela i jaki był jej skład?

Był to zespół mieszany, muzycy, jak i solistki i soliści, byli w różnym wieku. Kapela w latach rozkwitu liczyła aż 25 osób.

Jak pan wspomina ten okres?

To był wspaniały czas. Z kapelą zwiedziłem mnóstwo krajów. Dwa razy byliśmy we Włoszech, cztery razy w Niemczech, w Ukrainie, kilkadziesiąt razy na Białorusi. Graliśmy, jeździliśmy, cały czas mieliśmy jakieś występy. Bywało, że graliśmy dwa-trzy koncerty w tygodniu. Występowaliśmy nie tylko na festiwalach, przeglądach i innych takich wydarzeniach, ale również w szkołach, innych instytucjach i na niezliczonej ilości imprezach okolicznościowych.

Co graliście w Podlaskiej Kapeli Ludowej?

Graliśmy oczywiście muzykę typowo ludową. Mieliśmy w kapeli takie instrumenty, jak klarnet, akordeon, bębenek, kontrabas i skrzypce. Śpiewaliśmy głównie piosenki ludowe z Podlasia, ale mieliśmy w repertuarze także pieśni z innych regionów, piosenki patriotyczne, religijne i biesiadne.

Czy pana praca i prowadzenie kapeli, to było jedyne zajęcie w tamtym czasie?

Nie tylko. Zawodowo od 1992 do 2011 roku prowadziłem także zajęcia z rytmiki dla dzieci w przedszkolach. Ponadto organizowałem również wyjazdy na warsztaty artystyczne. Z zarobionych pieniędzy przez kapelę organizowałem je dla młodzieży w różnych miejscach Polski i nie tylko.

Czy Podlaska Kapela Ludowa nadal funkcjonuje?

Kapela niestety od niedawna przestała istnieć. Powód był taki, że miesiąc temu zmarł muzyk z tej kapeli, Jan Juźko, z którym pracowałem od wielu lat. Kapela była co prawda przemieniona już na prywatną, nazywała się Kapela Ludowa Andrzeja Stępki, ale działała dopóki istniał pełny skład. Kapeli tej nie zamierzam już prowadzić, choć mówi się, że muzyk pracuje dotąd, dopóki jego muzyka istnieje.

Jednak muzyką zajmuje się pan dalej, prowadząc dwa zespoły działające przy Gminnym Ośrodku Kultury w Białej Podlaskiej?

Tak, zostałem zwerbowany przez Gminny Ośrodek Kultury do prowadzenia zespołów i tak od 17 lat prowadzę zespół Barwinek ze Styrzyńca i Chodźta do Nos ze Swór i jest to obecnie jedyne moje muzyczne zajęcie.

Zespoły są oczywiście aktywne cały czas?

Tak, pomijając czas pandemii, występujemy, gramy. Ostatnio graliśmy na przykład na jarmarku wielkanocnym na bialskim placu Wolności czy na finał rajdu rowerowego organizowanego z okazji święta Konstytucji 3 maja przez Gminny Ośrodek Kultury.

Nad czym pan obecnie pracuje?

Obecnie realizuję pieśni z okolic Międzyrzeca Podlaskiego. Razem z moimi gminnymi zespołami upowszechniam te utwory. Jest to dla mnie coś nowego. Choć jest to wciąż muzyka Podlaska, to pewne różnice można w niej wyróżnić zarówno w słowach, jak i melodiach.

Spędził pan prawie całe życie z muzyką, czym dla pana ona jest?

Muzyka jest dla mnie całym moim życiem, całe życie spędziłem z muzyką. Jest to dla mnie czymś bez czego nie potrafiłem i nie potrafię żyć. Muzykę mam po prostu w duszy i jej granie nigdy mi się nie nudzi.

Czy jest pan szczególnie z czegoś dumny?

Dumny jestem z pracy jaką włożyłem w ponowne odkrycie wielu utworów ludowych z naszego regionu, że odnalazłem korzenie muzyki ludowej Podlasia.

Gdzie pan szukał tych korzeni?

Moim głównym źródłem był opracowany zbiór pieśni zasłużonego muzyka z naszego regionu Aleksandra Oleszczuka.

Czy oprócz przypomnienia wielu z nich, zrobił pan coś jeszcze dla ich utrwalenia?

Tak, wydałem płytę z tymi pieśniami, łącznie 26 utworów, które wykonałem z Podlaską Kapelą Ludową. Przyczyniłem się więc w znacznym stopniu do odświeżenia tych pieśni.

Czy jest ich dużo w porównaniu z innymi regionami Polski?

Pieśni jest dużo, ja odnalazłem ich łącznie około trzysta.

Jakie momenty z pana artystycznej działalności utkwiły panu najbardziej?

Myślę, że występy z moją kapelą za granicą. Był taki koncert na przykład w mieście Pastawy na Białorusi. Odbywał się tam międzynarodowy festiwal, na którym zdobyliśmy wyróżnienie ministra kultury Białorusi, było to duże osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że kultura ludowa w tym kraju jest na pierwszy miejscu i jest tam zawsze wiele profesjonalnych zespołów. Utkwił mi też moment kiedy zagraliśmy dla tamtejszej Polonii, kiedy ludzie nas zobaczyli w strojach ludowych to płakali, było to dla nas bardzo wzruszające.

Proszę powiedzieć, jak ocenia pan popularność muzyki ludowej w obecnych czasach?

Ogólnie jest niestety dużo mniej młodzieży w grających zespołach. Internet i nowe technologie moim zdaniem zabijają takie pasje. Kiedyś było po prostu więcej czasu na zajmowanie się takimi rzeczami. Ja kiedyś z naborem do Kapeli Podlaskiej nie miałem żadnego problemu, miałem chętną młodzież bardzo ładnie śpiewającą i tańczącą.

Czy muzyka to jedyna pana pasja?

Może pana zaskoczę, ale nie tylko. Przez pewien okres życia zajmowałem się również fotografią. Zdobyłem papiery czeladnika fotografii i prowadziłem przez dziesięć lat zakład fotograficzny w Białej Podlaskiej. Były to lata 80-te i 90-te. Oprócz robienia fotografii do na przykład dokumentów, interesowałem się również m.in. fotografią krajobrazową, miałem kilka wystaw fotograficznych w ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury.

Skąd się wzięło zainteresowanie fotografią?

Fotografią zaszczepiłem się będąc na studiach. Mieliśmy m.in. zajęcia z fotografii i tam złapałem tak zwanego bakcyla.

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych owocnych dekad z muzyką.

Rozmawiał J. Sowa.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj więcej o:

Reklama

Zobacz więcej z tych samych kategorii

Reklama