Reklama

Historia: Piekło za drutami. Jenieckie obozy przyfrontowe

Rejon Białej Podlaskiej i ważna trasa komunikacyjna ze wschodu na zachód i na odwrót pełniła na przestrzeni różnych okresów ważną i strategiczną rolę, zwłaszcza podczas działań wojennych. W okresie II wojny światowej był to kluczowy szlak, którym transportowo wojsko, sprzęt i zaopatrzenie. Po ataku Niemiec na ZSRR w 1941 roku obszar wokół niego pełnił także rolę tymczasowych przyfrontowych obozów jenieckich (tzw. Fronstalagów) w których przetrzymywano jednocześnie nawet kilkadziesiąt tysięcy jeńców rożnych narodowości.

Byli to głównie Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, Gruzini, Uzbecy oraz Polacy. Z obozów tych, jeńcy mieli być przewożeni dalej, jednak zazwyczaj właśnie one, były ich ostatnim przystankiem. Ginęli, eliminowani przede wszystkim przez choroby i tragiczne warunki życia. Często jeńcy, szczególnie wyższego stopnia, wbrew jakimkolwiek konwencjom byli po prostu mordowani.

Dziś, przechadzając się przez okoliczne lasy i pola, miejscowości nie zauważymy niemal nic co przypominałoby o tych wydarzeniach. Jedynymi świadkami tamtej historii, są ukryte w lesie cmentarze i kilka niewielkich upamiętnień w formie pomnika lub krzyża. Nie widać ich jednak z głównych dróg, schowane są zazwyczaj w lesie i oprócz miejscowych i ludzi zainteresowanych historią nie wiele osób wie o ich istnieniu. W tych zbiorowych mogiłach, na tym niewielkim obszarze przyjmuje się, że spoczywa od 80 do nawet 110 tysięcy jeńców. Liczby wydają się nieprawdopodobne, bo jest to niemal dwukrotna liczba obecnych mieszkańców Białej Podlaskiej. Łącznie przez tutejsze obozy przyjmuje się, że przeszło od 350 tys. do nawet pól miliona jeńców

Budowa obozów i pierwsze transporty jeńców

Niemcy przygotowania do budowy obozów rozpoczęli w ostatnich tygodniach poprzedzających atak Niemiec na ZSRR. W pierwszym etapie wytypowano miejsca na terenie pól Kaliłowa, Woskrzenic oraz Sielczyka. Wyznaczono obszary o powierzchni 1500×2000 w przypadku obozu Kaliłów/Woskrzenice oraz 1000×1000 m dla obozu w Sielczyku. Tak powstał tymczasowy obóz przyfrontowy „Frontstalag 307”, który składał się podobozów „B” w Sielczyku i „C” w Kaliłowie – Woskrzenicach Dużych. Funkcjonował jeszcze podobóz „A” w Terespolu (przy ul. Topolowej), do którego na krótko transportowano jeńców zaraz po przekroczeniu Bugu. Tam dokonywano ich wstępnej rejestracji.

Plan Fronstalagu 307

Prace budowlane ograniczyły się do opasania wyznaczonych obszarów podwójnym ogrodzeniem z drutów kolczastych wzmocnionych zasiekami oraz zbudowania co 50 metrów wież strażniczych wyposażonych w reflektory. Z wież więźniów pilnowali żołnierze zaopatrzeni w broń maszynową. Teren obozów od zewnątrz w ciągu całej doby dozorowany był natomiast przez dwuosobowe patrole z psami policyjnymi. Ponadto po pierwszych ucieczkach, Niemcy wzmocnili ogrodzenie jeszcze jednym rzędem drutu kolczastego.

Pierwszy transport (pieszy) jeńców przybył do obozu 22 czerwca 1941 r. Kolejne transporty były również piesze lub odbywały się za pomocą ciężarówek. Do września 1941 roku w obozach przebywało średnio ok. 150 tys. osób. Potem ta liczba stopniowo malała. „Byłem w niedzielę w obozie jeńców. Chciałem zrobić zdjęcia, ale nie zdołałem się przemóc. Za dużo nędzy i ohydy. Prawie co noc umiera ich tam 200-300” – pisze niemiecki strażnik z Białej Podlaskiej w liście do Berlina.

Po dotarciu na teren obozu jeńcy poddawani byli rejestracji i selekcji. Przybyłych dzielono według narodowości i przydzielano do konkretnego sektora. Sektory wewnątrz obozów oddzielone były rzędami z drutów kolczastych o wysokości 1,5 m. Oprócz narodowości Niemcy oddzielali dodatkowo tzw. jeńców niepożądanych, wśród których znajdowali się oficerowie, komisarze polityczni, członkowie partii, komsomolcy oraz żydzi. Istniały także sektory karne w których umieszczano więźniów szczególnie niebezpiecznych, do których Niemcy zaliczali osoby, które próbowały ucieczki, lub domagały się właściwego traktowania, albo popełniały jakiekolwiek wykroczenie przeciwko ostremu regulaminowi obozowemu a także potencjalnych przywódców jeńców. Ci w karnych sektorach nie otrzymywali żadnego pożywienia i wody, przez co byli skazani na śmierć głodową.

Przyjmuje się, że łącznie przez ten obóz przeszło około 200 tys. osób. Przez podobóz „C” w Holi-Woskrzenicach natomiast około 150 tys. jeńców. Warto wspomnieć, że podobóz „C”, Niemcy traktowali oficjalnie, jako rezerwowy.

Komendantura obozu mieściła w jednym z domów w Białce, który położony był między dwoma podobozami. Komendantem Fronstalagu był Fryc Helmann.

Obóz uzupełniał lazaret utworzony w sierpniu 1941 roku w lesie Hola, w niewielkiej odległości od drogi Biała Podlaska-Terespol. Powstał po wybuchu epidemii. Wybudowano kilka baraków i trzymano w nich chorych i rannych jeńców radzieckich z obu pododdziałów „B” i „C”.

Tragiczne warunki bytowe

Obozy były planowane jako tymczasowe, dlatego też na ich terenie nie było żadnej infrstruktury mieszkalnej. Przez pierwsze miesiące jeńcy trzymani byli pod gołym niebem. Za schronienie musiały im wystarczyć wykopane własnoręcznie doły głębokości około 1,5 metra, które chroniły w zasadzie jedynie od wiatru. Jeńcy tłoczeni w nich mogli ogrzewać się ciepłem własnych ciał i resztkami odzienia. – Z Brześcia prowadzono nas w kolumnie przez most kolejowy na Bugu pod Terespolem. Potem polnymi drogami przez Koroszczyn, przez lasy. Po paru godzinach marszu przeprowadzono nas do obozu pod wsią Kaliłów koło Białej Podlaskiej. Znalazłem się razem z innymi na szczerym polu ogrodzonym trzema rzędami drutów kolczastych. Na polu tym były tylko jamy wykopane przez jeńców. Siedzieliśmy za drutami pod gołym niebem. Przez siedem dni nie dostaliśmy żadnego pożywienia – wspomina Mikołaj Haponiuk, były jeniec radziecki, który walczył w Twierdzy Brzeskiej w 1941 roku. Dopiero pod koniec sierpnia 1941 roku komendantura obozu wydała pozwolenie na zadaszenie tych ziemianek prowizorycznymi daszkami z desek lub gałęzi.

Więźniom doskwierał także głód i pragnienie. Dostawali oni bardzo małe racje żywnościowe i do tego były one mało kaloryczne, co doprowadzało do skrajnego niedożywienia i odwodnienia a tym samym wzrostu śmiertelności. Do tego brak urządzeń sanitarnych, bielizny i higieny doprowadzało do szerzenia się na dużą skalę epidemii chorób zakaźnych w szczególności tyfusu plamistego, tyfusu brzusznego, dyzenterii, i gruźlicy. Śmiertelność była bardzo duża. W pierwszych miesiącach dziennie umierało od 100 do 200 jeńców, później nie raz ta liczba przekraczała nawet tysiąc. Do wywożenia ciał zatrudniona była grupa jeńców, którzy na obozowej platformie, własnymi siłami wywozili trupy poza teren obozu do zagajnika w Kaliłowie, tzw. Popówkę. Natomiast zmarłych w obozie w Sielczyku, grzebano w lesie Hola w tzw. „popowej dolinie”.

Kiedy wzrosła śmiertelność zbudowano wspomniany już lazaret, który miał odizolować chorych na choroby zakaźne. Jednak warunki bytowe nie były dużo lepsze, była to praktycznie umieralnia, nie działała tu żadna fachowa pomoc medyczna.

Ucieczka jedyną szansą na ocalenie

Więźniowie jedyną szansę w ocaleniu upatrywali w ucieczce z obozów. Dlatego od początku funkcjonowania Fronstalagów więźniowie organizowali szereg ucieczek masowych i pojedynczych. Większości nie udało się jednak nawet pokonać drutów, byli bowiem rozstrzeliwani od razu przy próbie ich forsowania. Tym którym się to udało byli od razu ścigani przez patrole z psami. Schwytanych od razu rozstrzeliwano w miejscu złapania a kilku zabierano z powrotem do obozu i tam zabijano ku przestrodze dla innych więźniów. Jedna ze znanych łapanek miała miejsce w Pojelcach, gdzie schwytano kilkunastu jeńców narodowości białoruskiej, którym udało się uciec z obozu w Kaliłowie. Na miejscu zostało rozstrzelanych 12 z nich. Miejsce te upamiętnia symboliczny kamień i krzyż.

Jeńcom, którym udało się wydostać i nie byli złapani w obławie nie mogli czuć się bezpiecznie. Bez pomocy w większości byli skazani na powtórne załapanie lub śmierć głodową. Z pomocą im przychodziła ludność miejscowa, która mino groźby kary śmierci za pomagania jeńcom ukrywała ich, karmiła i wskazywała dalszą drogę ucieczki. Mieszkańcy okolicznych wsi trzeba podkreślić pomagali zresztą także jeńcom za drutami, dostarczając jej żywność. – Prawie w każdej zagrodzie wsi Kaliłów znajdowały się potajemne schowki w stodołach, na strychach chałup. Dzielono się z jeńcami nieraz ostatnim bochenkiem chleba czy słoniny – wspomina Jan Ostapiuk, mieszkaniec Kaliłowa.

Likwidacja obozu

Od połowy sierpnia i na początku września 1941 roku Niemcy prowadzili masowe egzekucje jeńców. Likwidacja więźniów miała się odbywać w tajemnicy, dlatego Niemcy krótko przed rozpoczęciem akcji wydali rozkaz dla sołtysa Husinki, aby zawiadomił wszystkich mieszkańców wsi o zakazie zbliżania się do lasu w pobliżu miejscowości. W lesie tym nazywanym przez miejscowych „Pustołegi” (czasami nazywanym też „Pustolegi”) zabijano przywiezionych z obozu jeńców. Ci byli nieświadomi po co są zabierani. Niemcy mówili im, że jadą na wykopki a na zachętę dawali im około 40 dkg chleba. Transporty na miejsce egzekucji trwały około 2 tygodnie. Codziennie do lasu jeździło około dziesięciu samochodów ciężarowych załadowanych jeńcami. Na miejscu byli rozstrzeliwani z broni maszynowej, rannych dobijano wrzucając do dołów granaty. Ekshumacja prowadzona tu w 1969 roku wykazała, że zostało tu zamordowanych około 10 tys. osób.

W okresie od czerwca do grudnia wymordowano w obozach łącznie około 80 tys. osób. Likwidowanie obozu Niemcy rozpoczęli w listopadzie i skończyli w grudniu 1941 roku. Więźniów, którym udało się przeżyć przewieziono do obozu na Majdanku i do Dęblina. Po likwidacji obozów w 1942 roku miała miejsce pacyfikacji wsi Husinka. Na miejscu zastrzelono 6 osób. Pozostałych mieszkańców wywieziono do obozu na Majdanku a część zabrano na przymusowe roboty w Zalesiu i Kijowcu. Zniszczono 16 domów, 28 stodół i 18 obór. Zdarzenia przypomina pomnik na wjeździe do wsi. 23 stycznia 1943 roku podobny los spotkał mieszkańców wsi Kaliłów. Tu zginęło 23 mieszkańców. Pacyfikację Kaliłowa również upamiętnia pomnik.

Miejsca zbiorowych mogił upamiętniają cmentarze, symboliczne anonimowe mogiły i pomniki, które ustawiono po wojnie. Spotkamy takie m.in. w lesie Hola, w lesie „Popówka” na terenie wsi Kaliłów a także w Husince, Pojelcach i Woskrzenicach. Na terenie obecnego lasu w rejonie Kaliłowa i Holi spotkać można też charakterystyczne doły, które zdaniem niektórych mieszkańców są pozostałościami dawnych ziemianek.

Wspólne polsko-białoruskie uroczystości pod pomnikiem w Kaliłowie

Co roku, w miejscach tych organizowane są uroczystości w których spotykają się delegacje z Polski i Białorusi. Gmina Biała Podlaska oraz mieszkańcy starają się dbać o zachowane miejsce pamięci. Prowadzone były już w ubiegłych latach remonty pomników nieupamiętniających jeńców m.in. w Kaliłowie i Woskrzenicach Dużych. W tym roku samorząd złożył wniosek do Ministra Kultury i Dziedzictwa Kultury o dofinansowanie budowy ogrodzenia cmentarza jeńców radzieckich w Kaliłowie.

 

Źródło: Zbrodnie hitlerowskie w regionie bialskopodlaskim 1939-1944 / Jerzy Doroszuk, Czesław Remesz, Ryszard Sielski, Jerzy Sroka ; red. nauk. Marian Kowalski ; Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie. Delegatura w Białej Podlaskiej. – Lublin : Wydaw. Lubelskie, 1977
Zdjęcie wprowadzające: Jeńcy Radzieccy w Frontstalagu 30, prywatne arch. Christiana Kasnersa

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Czytaj więcej o:

Reklama

Artykuł sponsorowany >>

Artykuł sponsorowany >>

Reklama

Zobacz więcej z tych samych kategorii

Reklama