Reklama

Ciekawostki: Płk. Pilot Tadeusz Koc. As lotnictwa rodem z Grabanowa

Tadeusz Koc był trzynastym dowódcą najsłynniejszego polskiego dywizjonu 303. Został sklasyfikowany na 50 miejscu na liście polskich zwycięzców myśliwskich w czasie II wojny światowej z wynikiem 4 i 1/3 zestrzeleń pewnych i 3 prawdopodobnych. Podczas lotniczej służby wykonał blisko 200 lotów nad ziemiami nieprzyjaciela. Brał udział m.in. w inwazji na Francję, osłaniając z powietrza desant na plaży Omaha w Normandii. Łącznie za sterami myśliwców spędził aż 531 godzin.

Od marzeń ku przestworzom

Swoje pierwsze lata życia spędził na Podlasiu. Wychowywał się w Grabanowie w niezamożnej rodzinie rolników. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Białej Podlaskiej. Od dziecka interesowało go latanie, w swoich wspomnieniach wydanych w Polsce w 2018 roku pt. ”303. Mój dywizjon” pisze: „Obserwując ptaki, swobodnie szybujące w powietrzu, zazdrościłem im: dlaczego ja nie mogę latać? Rosła we mnie pokusa próby”. Jak się okazało, od tej myśli nie trzeba było długo czekać na jej realizację. Mały Tadek „pożyczył” od babci stary parasol i pierwsze próbne loty z parasolem w ręku oddawał z przybudówki zlokalizowanej za domem. Zabawa choć była przednia, to próby lotu spalały na panewce.

Samolot szkoleniowy Podlaskiej Wytwórni Samolotów, ok. 1935 r., Bialska Biblioteka Cyfrowa.

Marzenia o lataniu musiały poczekać kilka lat. Do ich realizacji wrócił pod koniec nauki w gimnazjum zapisując się do klubu szybowcowego działającego przy Podlaskiej Wytwórni Samolotów w Białej Podlaskiej.

To tu zdobywał pierwszą wiedzę o lotnictwie oraz oddawał swoje pierwsze próbne loty. „Wsiadłem do szybowca, przypasałem się, drążek sterowy do ręki – dałem znak, że jestem gotów. Naciągacze gumowych lin ruszyli dość szybkim krokiem, napinając linki, kierownik dał mi znak – zwolniłem zaczep, lekko pociągając kontrolę na siebie, i o dziwo już lecę …” – wspominał swój pierwszy lot. Był to wstęp to wielkiej pasji, która owładnęła jego serce i umysł na długie lata.

Tadeusz Koc na zdjęciu z okresu międzywojennego, Wydawnictwo Bellona.

 W 1934 r. szkolił się na samolotach Hanriot w ramach Przysposobienia Wojskowego Lotniczego w Lublinku pod Łodzią. „Lot to bardzo miłe uczucie. Wolny jak ptak lecisz w prawo, lewo, w górę, obniżasz lot, gdy trzeba, a dookoła nic, tylko błękit nieba i okazyjne chmurki” – z zachwytem opisywał loty podczas szkolenia.

Pilot zawodowy

Po ukończeniu miesięcznego kursu i zdaniu egzaminu końcowego wrócił do domu. Tu czekał na niego już list z Ministerstwa Lotnictwa, aby stawił się na badania w Warszawie w celu zdania egzaminu medycznego na kandydata lotnictwa. Wszystkie próby zdał celująco i został przyjęty do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, która kształciła przyszłych oficerów zawodowych. Szkolił się na pilota myśliwca. Po trzech latach, 15 października 1937 r. otrzymał stopień podporucznika pilota i został przydzielony do 161 Eskadry Myśliwskiej we Lwowie. „Nowe miejsce i nowe otoczenie dodawały ochoty do życia – loty na większą skalę niż w szkole, nie tylko w dzień, lecz także w nocy, gdzie pomocna była busola” – wspominał.

Czas najwyższej próby

Nie długo przyszło czekać świeżemu pilotowi do odbycia najtrudniejszej próby – lotniczych starć z wrogiem . Kiedy było już wiadomo, że widmo wojny jest coraz bliżej, nastała inna rzeczywistość i rozpoczął się nowy etap lotniczej kariery. Jego eskadra już na początku sierpnia 1939 r. została przerzucona pod Łódź do Widzewa i weszła w skład III/6 Dywizjonu Myśliwskiego. Tu zastał go wybuch wojny. Zadaniem dywizjonu było wspieranie z powietrza walki Armii „Łódź”. „Pierwszy meldunek – samoloty nieprzyjaciela lecą w naszym kierunku: wysokość 5000 metrów. Po kilku minutach widzimy dużą grupę samolotów niemieckich – w większości Messerschmitty 110. Było ich pewnie z pięćdziesiąt. My lecimy w grupie piętnastu samolotów. Atakujemy, zaczyna się walka powietrzna. Nieprzyjaciel poza przewagą liczebną miał również przewagę w sile ognia” – opisuje akcję z 1 września. Jego pierwsza walka na niebie trwała 20 minut, Niemcy na szczęście się wycofali. Wynik starcia to dwa zestrzelone niemieckie samoloty i jeden polski (ranny pilot wyskoczył ze spadochronem). 2 września został mianowany dowódcą czterosamolotowej zasadzki w Orchowie, niedaleko Łaska. Pilotom udało się przechwycić i zestrzelić nad Łodzią niemiecki bombowiec (prawdopodobnie Dornier Do 17). Kilka godzin po tej akcji ponownie nad Łodzią mierzył się kolejny raz z Messerschmittami Bf 110. Wspólnie z ppor. Czesławem Główczyńskim zestrzelił w zaciętej walce nad Pabianicami jednego z nich. Podobny scenariusz służby odbywał się przez ponad 10 dni, jednak przewaga liczebna samolotów i ich siła ognia wpływały na coraz bardziej tragiczne położenie naszych pilotów. Przyszedł w końcu rozkaz, aby wycofać się 100 km na wschód. Miał w drodze wykonać lot patrolowy w rejonie Biała Podlaska – Międzyrzec Podlaski i zdać raport gdzie przebiega linia frontu. Dostał też zgodę od dowództwa na zobaczenie się z rodzicami, jak się okazało było to jego ostatnie spotkanie z nimi. „Kilka kilometrów od miasta (Biała Podlaska, przyp. red.) w majątku Grabanów stał mój rodzinny dom. Zakręciłem i wylądowałem na polu pod lasem. W domu od razu zrobiło się święto, matka płacze – radość wyciska łzy, uciesze nie ma końca. Rodzina nie widziała mnie od roku. Opowiadałem o swoich lotniczych przygodach, wzbudzając podziw. Tak to ostatni raz w życiu widziałem rodziców”. Tadeusz zgodnie z rozkazem odleciał do Łucka. 17 września po agresji ZSRR kolejny rozkaz wysłał go do Stanisławowa. Stąd, jeszcze tego samego dnia odleciał do Rumunii na lotnisko Czerniowce, gdzie został internowany.

Pod obcym niebem

Mimo internowania udało mu się uciec i drogą przez Jugosławię przedostał się do Grecji. Stąd po wymuszonym postoju wyruszył polskim statkiem „Puławski” do Francji. Przydzielono go do polskiej bazy Lyon-Bron. 29 maja 1940 r. wraz z grupą 21 innych pilotów trafił do bazy St. Etienne. Po kapitulacji Francji dostał rozkaz dostania się do St. Jean, skąd zabrał go wraz z innymi pilotami i żołnierzami angielski okręt „Arandora Star”. 27 czerwca statek zawinął do angielskiego portu w Liverpoolu. Po przybyciu został wysłany na szkolenie, a następnie 12 października trafił do 303 Dywizjonu pełniąc w nim służbę, jako pilot nieoperacyjny. 8 listopada został przesunięty do 245 Dywizjonu Myśliwskiego RAF (245 Squadron), gdzie głównymi zdaniami była osłona konwojów morskich i patrolowanie morza w północnym rejonie.

Tadeusz Koc na zdjęciu z okresu drugiej wojny światowej (domena publiczna).

22 lutego 1941 roku został przeniesiony do 317 Dywizjonu Myśliwskiego „Wileńskiego”, który stacjonował w Acklington. W Anglii latał wpierw na samolotach Hurricane a później Spitfire.15 marca 1942 roku podczas eskorty pięciu bombowców Boston nad Francję, przez gęstą mgłę która ograniczyła widoczność do zera podczas lądowania rozbiło się osiem samolotów z jego eskadry. Tylko dwóm pilotom udało się bezpiecznie wylądować, jednym z nich był Koc. Niestety jeden pilot zginął a kilku zostało rannych. W kwietniu 1942 r. podczas kolejnych lotów zestrzelił cztery niemieckie samoloty Focke-Wulf Fw 190 (jeden z nich prawdopodobnie i jeden wspólnie z por. Zygmuntem Słonimskim). W czerwcu tego samego roku został przeniesiony na stanowisko dowódcy eskadry „A” 308 Dywizjonu „Krakowskiego”. Podczas służby między wrześniem 1942 r. a lutym 1943 r. uszkodził dwa samoloty Focke-Wulf Fw 190. Podczas drugiego starcia, które miało miejsce 3 lutego 1943 r., nie zauważył drugiego niemieckiego samolotu, który siadł mu na ogon i w końcu celnie zestrzelił. Koc musiał ratować się skokiem ze spadochronem. „Ręka szukała nerwowo wyżej, niżej, z prawej, z lewej strony – na próżno! Zacząłem na wysokości pięciu tysięcy metrów, lecę w dół jak kamień. Ostra przynaglająca świadomość: szukaj rączki, bo śmierć! Próbowałem rozerwać pokrowiec spadochronu, nie udało się”. Udało mu się ją znaleźć w ostatniej chwili, 200 metrów nad ziemią. Wylądował zaledwie kilka kilometrów od niemieckiego lotniska w St Omer we Francji. Stąd zabrali go francuscy partyzanci i pomogli w ukryciu. Z pobliskiego miasteczka wyruszył sam w daleką podróż przez Saint-Jean-deLuz, Pireneje, San Sebastian i Madryt do Gilbaltaru, skąd poleciał do Anglii i zameldował się w swojej jednostce w Northolt oraz zgłosił gotowość do dalszej służby. Zajęło mu to 18 dni, co biorąc pod uwagę dystans i stałe niebezpieczeństwo złapania przez Niemców, było czymś niewiarygodnym.

W lipcu 1943 roku został znowu przeniesiony, tym razem trafił do Dywizjonu 303. We wrześniu tego samego roku w rejonie Amiens walczył z kilkoma Focke-Wolfami, jednego z nich uszkadzając. Od 20 listopada 1943 r. przejął dowodzenie nad dywizjonem i był dowódcą „Kościuszkowców” do 25 września 1944 r. Od stycznia do września 1945 r. uczył się również w Wyższej Szkole Lotniczej w Weston-Super-Mare. W okresie dowodzenia dywizjonem 303 wykazał się niezwykłą charyzmą i doświadczeniem zdobytym w boju. Nie bał się podejmować trudnych zadań ani ryzyka, większością akcji sam dowodził. Wykonywał często niebezpieczne loty na niskim pułapie pod niemieckim ostrzałem, kąsając Niemców przy każdej nadarzającej się okazji. Stale zabiegał u angielskich dowódców, aby polscy piloci walczyli na pierwszej linii. Jego dywizjon brał udział w najważniejszych w tamtym okresie wydarzeniach wojennych w tej części Europy, m.in. uczestniczył w inwazji na Francję osłaniając z powietrza desant na plaży Omaha w Normandii. „Nikt z nas młodych lotników, nie myślał wtedy, że obrona najświętszych spraw narodowych będzie się wiązała z opuszczeniem Ojczyzny i że honoru Polaków będziemy bronić pod obcym dalekim niebem” – pisał we wspomnieniach.

Kpt. Tadeusz Koc i mjr Wojciech Kołaczkowski po dekoracji brytyjskim Distinguished Flying Cross (Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym) w Northolt 24 czerwca 1943 rok, Wydawnictwo Bellona.

Za zasługi wojenne odznaczony został Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Polowym Znakiem Pilota, brytyjskim Distinguished Flying Cross oraz medalami pamiątkowymi. Służbę zakończył w 1948 r. w polskim stopniu majora i brytyjskim Flight Lieutenanta. Po wojnie zmienił swoje nazwisko na Kotz. Z Anglii wyemigrował do Kanady, gdzie mieszkał aż do śmierci. Zmarł 3 czerwca 2008 r. w Collingwood i spoczął w rodzinny grobowcu na cmentarzu rzymskokatolickim St Mary’s w Collingwood.

W 2005 r. w Kanadzie ukazały się jego wspomnienia w książce pt. ”Błękitne niebo i prawdziwe kule”. 13 lat później zostały przetłumaczone i ukazały się w Polsce w książce pt. „303. Mój Dywizjon”.

Od 2022 roku jedna z ulic w Grabanowie w gm. Biała Podlaska nosi imię Płk. Pilota Tadeusza Koca.

Tekst: J. Sowa
Fotografia wprowadzająca: Tadeusz Koc na zdjęciu z okresu międzywojennego, Wydawnictwo Bellona.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama