Reklama

Ossówka: Wieńce i znicze przy mogile „Rudego” (film)

Bialski Batalion Polskich Drużyn Strzeleckich w dniu 28 lutego po uroczystej mszy w kaplicy parafii św. Ojca Pio w Rakowiskach, delegacją wyruszył do Ossówki. Obchody Dnia Żołnierzy Niezłomnych pod hasłem "Rtm. Pilecki naszym bohaterem" zakończono złożeniem wieńców i zapaleniem zniczy przy mogile Roberta Strzegowskiego pseudonim "Rudy", żołnierza OP 34 pp Zenona 9 Podlaskiej Dywizji Armii Krajowej. Poległ w Ossówce w dniu 6 kwietnia 1944 roku. Grobem od 1983 roku opiekuje się Feliks Chomiuk. On też relacjonuje przekazane przez świadków wydarzenia z przed 77 lat...

film: Wieńce przy mogile „Rudego” Ossówka w gminie Leśna Podlaska. Bialski Batalion PDS składa wiązanki przy mogile „Rudego” partyzanta AK.
https://www.facebook.com/radiobiper/videos/447373729748411

Jechało dziesięciu Niemców, żandarmów, z Białej Podlaskiej na rowerach. Jechali po zaległy kontyngent żywnościowy do jednego z gospodarzy. W Ossówce się rozdzielili. Pięciu pojechało po kontyngent a pięciu zatrzymało się po drodze w gospodarstwie Juliana Mirończuka. Mieszkał z nim syn Stanisław wraz z żoną i dziećmi. Pech chciał, że w gospodarstwie tym odpoczywali powracający z akcji partyzanci z oddziału Zenona. Wśród nich pseudonimy zapamiętane to „Jarach”, „Rudy”. Gospodarz Mirończuk uspokajał partyzantów, że gdy dostaną miodu z pasieki to odjadą. Radził partyzantom schować się i przeczekać. Nerwy partyzanckie jednak nie wytrzymały. Nie uwierzyli, że żołnierze hitlerowscy odejdą tak łatwo. Dla partyzantów Zenona jedynym powodem wizyty wrogów mógł być jedynie donos a po nim zarządzona na nich obława. „Jarach” wyciąga rkm. Z ręcznego karabinu maszynowego kosi czterech wrogów. Padli na miejscu. Kolejny pech to zacinający się rkm. Jeden z Niemców, lekko ranny ucieka rowem melioracyjnym w kierunku Klonownicy. W czasie II wojny był tam niemiecki majątek rolny. Tu funkcjonował telefon przez który natychmiast wezwano pomoc wojskową z Białej Podlaskiej. W Ossówce alarm. Mieszkańcy chowają się, uciekają z domów do lasów. Większość z nich była przygotowana do drogi. Mieli jechać na jarmark do Białej Podlaskiej. 6 kwietnia 1944 roku przypadł na Wielki Czwartek przed świętami Wielkanocy. Wraz z mieszkańcami co lasu wycofywali się partyzanci. Ostrzeliwując się. Żołnierze Zenona mieli broń krótką i erkamy, niemiecki Wehrmacht automaty. W bezwładnej ucieczce „Rudy” gubi grupę i odbiega w bok. Zostaje sam. Las już blisko. Wbiegając w jedną ze ścieżek dosięgła go kula wroga. Mówią, że jeden z oficerów podszedł do rannego partyzanta i dobił go. Po wszystkim,mieszkańcy Ossówki pochowali „Rudego” w miejscu w którym poległ. Na tym nie kończy się akcja tragicznych wydarzeń kwietnia 1944 roku. Do Ossówki skierowana zostaje grupa śledcza i pacyfikacyjna. Ekspedycja karna pojawia się aż z Lublina. Sołtys musiał dać podwody. Niemcy złupili okoliczne gospodarstwa do czysta. Kilka gospodarstw spalili. Zabili dwie kobiety. Żonę nieszczęsnego gospodarza Juliana Mirończuka, i synową, żonę syna Stanisława Mirończuka. Młoda synowa była z dzieckiem. Niemiec pozwolił jej odprowadzić malca do sąsiadów. Niemiecki oficer, uczestnik ekspedycji karnej z Lublina mówił doskonale po polsku. Po powrocie hitlerowcy zabili gospodynię i synową. Zabudowania Mirończuków podpalono. Pożar objął także zabudowania sąsiadów. Wszystko to opowiadał wiele razy, celem przekazania faktów i zapamiętania wydarzeń nieżyjący już dziś świadek.” Słowa te przekazuje kolejnym pokoleniom Feliks Chomiuk.

Pomnikiem w Ossówce Feliks Chomiuk, Stanisław Gębski i Stanisław Sidoruk opiekowali się od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Przed nimi postawili mieszkańcy w miejscu śmierci partyzanta drewniany krzyż ogrodzony drewnianym płotkiem. Czas jednak jest nieubłagany. Miejsce ulegało zapomnieniu, dewastacji i nikło w oczach. Postanowili zrobić porządną rabatkę. Jeden dał krzyż, drugi cement, trzeci robociznę. W 1983 roku wszystko było gotowe. Z racji tego zostali zapraszani w lipcu na zjazdy Żołnierzy Armii Krajowej do sanktuarium w Leśnej Podlaskiej. Dziś już nikt nie zaprasza. Zjazdy nie odbywają się. Żołnierzy AK zabrał czas. Okres PRL nie był dobry na wspominki o żołnierzach AK. Gospodarze: Chomiuk, Gębski i Sidoruk mieli sporo nieprzyjemności w czasie prac jak i po wykonaniu prac renowacyjnych na mogile „Rudego”.

Naczelnik Gminy Leśna Podlaska w latach osiemdziesiątych, stary komuch, nie będę mówił nazwiska bo to już tylko wspomnienia i historia, powiedział mi gdy zjawiłem się w Urzędzie Gminy z kwitem na przydział snopowiązałki, że mi jej nie da. Że mi się zachciewa żołnierzy AK. Nie podobało mu się to co zrobiliśmy. Ale był też w tym czasie w Leśnej Podlaskiej dowódca grupy operacyjnej Ludowego Wojska Polskiego w stopniu kapitana i mówi do naczelnika, że jeśli spełnimy wszystkie wymogi formalne i udokumentujemy przydział snopowiązałki to naczelnik nie ma nic do gadania. Ma snopowiązałkę przekazać. No i ta snopowiązałka znalazła się dla mnie. Nie jako nagroda ale jako normalny w tamtym czasie przydział. – opowiada dziś Feliks Chomiuk.






materiał: Radio Biper Leśna Podlaska
tekst: Leszek Niedaleki
film: Małgorzata Mieńko
zdjęcia i opracowanie: Gwalbert Krzewicki

 

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama