Ogłoszenie

Reklama

Bug łączy i dzieli: wywiad z bialczanką Justyną Lipecką

W ubiegłym roku ukazała się drukiem powieść mieszkanki Białej Podlaskiej Justyny Mazur Lipeckiej „Nad Bugiem”. Ciekawie skonstruowana historia losów Stanisława i Julii, przemieszczających się między Warszawą, Terespolem i Brześciem interesuje i wzrusza nie tylko regionalistów.

Zbierając materiały do książki, odwiedzałam nadbużańskie wsie, przysiadałam się do przydomowych ławek, zagadywałam starszych ludzi i pytałam o przedwojenne czasy. Bardzo się wtedy ożywiali. Oczy ich robiły się młode i błyszczące. Chętnie opowiadali o swojej młodości i obyczajach. Przypominali sobie dawne pieśni i obrzędy. Był to dla mnie, jako człowieka bardzo wartościowy czas – wspomina autorka.

Istvan Grabowski:  Powiedz, czym dla ciebie jest literatura.

Justyna Lipecka: Pokarmem dla duszy, bez którego nie mogę żyć. W trakcie pisania nabiera się chęci i tęsknoty za twórczym działaniem, dzieleniem się z czytelnikiem własnymi przemyśleniami. To piękne. Trzeba mieć jednak świadomość, że nic nie przychodzi łatwo. Wbrew powszechnym stereotypom, pisanie to raczej trudne zajęcie, które na szczęście wzbogaca i rozwija autora.

Istvan Grabowski:  Po jakie książki najchętniej sięgasz?

Justyna Lipecka: Zdecydowanie po literaturę faktu. Uwielbiam czytać i temu zajęciu poświęcam każdą wolną chwilę. Jestem zachwycona dziennikami Leopolda Tyrmanda. Sporo się z nich nauczyłam. Aktualnie poświęcam dużo czasu esejom literackim Witolda Gombrowicza, choć odstrasza mnie nieco jego trudny język i specyficzna forma narracji. Zapewne szybciej przebrnę przez dzienniki Zofii Nałkowskiej i Marii Dąbrowskiej.

Istvan Grabowski:  Co sprawiło, że zdecydowałaś się napisać samodzielną powieść?

Justyna Lipecka: Do pisania człowiek dojrzewa. Wcześniej uprawiałem nieco mniejsze formy. Niektóre trafiały do szuflady, inne do „Gońca Terespolskiego”, jednak codzienne obowiązki nie pozwalały mi skupić się nad pisaniem czegoś większego. Dopiero po śmierci męża uprzytomniłam sobie, co sprawia mi prawdziwą satysfakcję. Rzuciłem się w nurt czytelnictwa. Pasjonowały mnie przede wszystkim biografie znanych ludzi. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że najbardziej wiarygodne (w moim przekonaniu) są historie prawdziwe, takie pisane przez życie. Przypomniałam sobie opowieści barwne ojca, który jako obywatel Brześcia w 1939 r. został wcielony do Armii Czerwonej. Uciekł z niej i zaciągnął się do polskiej armii tworzonej przez generała Andersa. Przeszedł z nią długi szlak bojowy. Zasłyszane historie zainspirowały mnie do opisania dziejów pewnej rodziny, którą w 1939 roku rozłączyły wydarzenia wojenne.

Istvan Grabowski:  Jak długo przygotowywałaś się do pisania powieści „Nad Bugiem”.

Justyna Lipecka: Prawie dwa lata, bo nigdzie mi się nie spieszyło. Najpierw czytałam wszystko, do czego mogłam mieć dostęp. Spotykałam się często ze świadkami ówczesnych wydarzeń, odwiedzałam Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, zasięgałam opinii przewodników po Warszawie, by opowiedzieli mi, co moi bohaterowie mogli przed wojną widzieć w stolicy. Historia, którą zamierzałam przedstawić, musiała być wiarygodna, wzbogacona mnóstwem szczegółów faktograficznych.

Istvan Grabowski:  Historia, którą przedstawiłaś na kartach powieści, mogła zdarzyć się naprawdę.

Justyna Lipecka: Ona się zdarzyła, choć może w nieco innym wymiarze. Niektóre nazwiska musiałam zmienić z różnych względów. Na pewno żył w Terespolu inżynier Dzierżanowski, a nie Drozdowski, jak napisałam. Z żoną Emilią mieszkał w Terespolu i zajmował się budową domów dla pilotów w Kobylanach. Po powołaniu męża do wojska, Emilia przeniosła się do rodziny mieszkającej w Brześciu. Po działaniach wojny obronnej 1939 r. Dzierżanowski powrócił do Terespola i szukał śladów żony, przebywającej po drugiej stronie Bugu. W 1939 r. powstała piosenka „Samotny stoję nad Bugiem”, która stała się w Terespolu symbolem tęsknoty trawiącej polskiego oficera po stracie żony. Po wojnie piosenka była oficjalnie zakazana, ale chętnie śpiewali ją ludzie przy okazji spotkań rodzinnych. Niejednemu w trakcie jej śpiewania popłynęły łzy wzruszenia. Granica na Bugu pokrzyżowała życiowe plany niejednej pary. Historia zasłyszana od starszych mieszkańców Terespola stały się kanwą mej opowieści. Dziś wzruszają się nią czytelnicy.

Istvan Grabowski: Poruszasz się w kręgu bliskiej sercu nadbużan „małej ojczyzny”. Czy chętnie wracasz do rodzinnych stron?

Justyna Lipecka: Wracam tam bardzo często bez względu na porę roku. Przy okazji tych wizyt spotykam wielu ludzi, także tych nieznanych w przeszłości. Objechałam z bratem trudniącym się fotografiką teren nadbużański, od Włodawy po Drohiczyn. Okazje do rozmów z miejscowymi mieszkańcami bywają różne, ot choćby zakup jajek. Z tych rozmów narodziły się moja opowieść nazwana „Nadbużnymi peregrynacjami”.

Istvan Grabowski: Pierwsza książka wywołała pewnie chęć dalszego tworzenia. Czy myślałaś już nad pisaniem kolejnej powieści?

Justyna Lipecka: Moja książka ukazała się w czasie pandemii koronawirusa i miała znikome możliwości promocyjne. Nie mogłam organizować dużych w sensie ilości czytelników spotkań autorskich. Mimo to, dzięki licznym kontaktom powieść dotarła do wielu ludzi, nawet tych mieszkających w Australii i Kanadzie. Wiem, że moja powieść była czytana głośno podczas spotkań rodzinnych i bardzo się ludziom spodobała. Część osób zadawała mi pytania, kiedy zamierzam dopisać ciąg dalszy. Jestem w trakcie gromadzenia materiałów, które staną się podstawą opowieści poznanych wcześniej bohaterów w okresie powojennym do 1956 r. Tamte lata, choć trudne i szare, miały dla nadbużan swoisty urok i koloryt. W tej chwili robię zapiski wspomnień tego, jak się ludzie ubierali, co kupowali, o czym mówili, na co dzień, jaj spędzali wolny czas, co śpiewali. Mam nadzieję, że zebrane fakty uczynią moją opowieść bardziej wiarygodną.

Istvan Grabowski: Jak na twoje zainteresowania literackie reagują bliscy i przyjaciele, którzy pewnie nie znali cię z tej strony?

Justyna Lipecka: Rzeczywiście mój debiut był dla wielu znajomych zaskoczeniem. Najbardziej dumna jest ze mnie moja córka. Pomagała mi m.in. robić korektę powieści. Moje pisanie bardzo podoba się bratu i siostrze. Wspomagają mnie w moich staraniach, a ile potrafią. Książka stała się okazją zupełnie innego poznania mnie przez grono znajomych. Mnie cieszy możliwość pozostawienia po sobie trwałego śladu. Zachęcam gorąco czytelników z rodzinnych stron do uważniejszego poznawania swoich korzeni rodzinnych i historii tych ziem, wciąż mało znanych.

Istvan Grabowski: Dziękuję ci za wypowiedź i życzę satysfakcji przy pisaniu następnej, oby równie ciekawej książki.

 

materiał: Radio Biper Biała Podlaska
tekst i zdjęcia: Istvan Grabowski
opracowanie: Gwalbert Krzewicki

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Jest 1 komentarz do tego artykułu.

  1. Książkę przeczytałem już jesienią , ciekawa opisująca nasze podlaskie okolice i losy ludzi w przededniu wybuchu wojny 1939 roku jak i w czasie okupacji , polecam.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama