Reklama

Spełnienie pięknego snu – wywiad z Lombardem

Z Martą Cugier, solistką grupy Lombard rozmawia Istvan Grabowski

Istvan Grabowski – 21 lat temu zostałaś wokalistką zespołu Lombard. Jak oceniasz teraz ten czas? Czy wykorzystałaś go wystarczająco twórczo, że możesz czuć się zadowolona?

Marta Cugier – Przez ten czas dużo się u nas działo, choć bez medialnego szumu. Zagraliśmy wspólnie ok.1000 koncertów w Polsce i dla Polonii w różnych częściach świata. Nagraliśmy 4 płyty, w tym DVD z projektem multimedialnym, którego jestem współautorką i reżyserem. Obecnie przygotowujemy piąte wydawnictwo, które będzie dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Lombard to w pewnym sensie spełnienie moich marzeń. Z liderem zespołu – Grzegorzem Stróżniakiem – od kilku lat moim życiowym partnerem, realizujemy wspólne wizje artystyczne. Żyjemy trochę na uboczu polskiego, szalonego szołbiznesu i dobrze nam z tym. W 2010 roku zamieszkaliśmy na polanie w lesie, 80 km od Poznania w poszukiwaniu ciszy, spokoju i kolejnych inspiracji. Tym razem w naturze.

Istvan Grabowski – Z opinii słuchaczy wynika, że śpiewasz bardziej zadziornie od poprzedniczki, a w twojej barwie, dynamice i interpretacji czuje się rockowy pazur. W jaki sposób trafiłaś do zespołu?

Marta Cugier – To był przypadek. W Poznaniu, gdzie się urodziłam i wychowałam, od 16 roku życia mówiło się o małej dziewczynce z zachrypniętym, donośnym głosem śpiewającej blues, jazz, rock, soul, country. Śpiewałam wszędzie, gdzie się dało. uciekałam z domu na bluesowe koncerty, śpiewałam na ulicy, w szkole, w pociągu dla ludzi, na festiwalach, w kabaretach. W końcu ktoś bez mojej wiedzy nagrał mój koncert i dał kasetę Grzegorzowi. Okazało się, że szukał wokalistek do swojego nowego projektu i mój głos go zafascynował. Zaczęliśmy pracę nad nowym materiałem. Ja pisałam teksty, Grzegorz komponował zachwycającą muzykę. W międzyczasie Lombard koncertował z Małgorzatą Ostrowską, która postanowiła zostawić ich latem 1999 roku, w środku sezonu koncertowego z podpisanymi kontraktami, by poświęcić się karierze solowej. Grzegorz zapytał mnie czy nie zechciałabym z nimi pojechać na koncert. Wyraziłam zgodę. Na naukę przebojów zespołu Lombard miałam dwa tygodnie. Zaśpiewałam z nimi gorąco przyjęty koncert w Międzyrzecu Podlaskim dla 5 tysięcy osób i zostałam na zawsze.

Istvan Grabowski – Masz wrażenie, że scena była twoim przeznaczeniem?

Marta Cugier – W dzieciństwie nie marzyłam o tym, by być piosenkarką. Nie traktowałam tego poważnie. Może właśnie, dlatego zostałam wokalistką zespołu Lombard. Nie miałam parcia na sukces i dziś nie mam parcia na szło. Na scenie najbardziej kocham śpiewanie. Reszta jest uciążliwym dodatkiem. Zawsze mam tremę przed koncertem. Wychodzę na scenę, staje w blasku reflektorów i zamieniam się w kogoś, kim, na co dzień nie jestem. Czuję się jak w jakimś pięknym śnie.

Istvan Grabowski – Co z perspektywy lat sądzisz o płycie „Deju vu”, która stanowiła cezurę między obecnym, a dawnym graniem?

Marta Cugier – Bardzo lubię jej słuchać do dziś, choć pełno na niej kompromisów. Mam do niej wielki sentyment, bo to pierwsza moja płyta z Lombardem. Z drugiej jednak strony nie udało mi się wokalnie zaprezentować tak, jak bym chciała. Nie miałam doświadczenia w pracy w studio. Muzycznie jest różnorodna i ciekawa.

Istvan Grabowski – Mimo zmiany brzmienia, wiele osób kojarzy was ze „Szklaną pogodą”. Czy śpiewasz na koncertach przeboje sprzed lat?

Marta Cugier – Bardzo lubimy grać stare kawałki. Poza tym publiczność by nam nie darowała, gdyby nie było hitów. Na koncertach gramy wszystkie największe przeboje zespołu i okazuje się, że nowe piosenki wcale nie odstają tak mocno brzmieniowo. Czasem wyszukujemy zapomniane utwory i gramy je sobie na próbach, by potem dzielić się ciekawostkami z publicznością. Szczerze mówiąc pokochałam tę muzykę dopiero, gdy zaczęłam śpiewać z Lombardem.

Istvan Grabowski – W jakich klimatach porusza się dziś zespół ?

Marta Cugier – Lombard to jest, była i zawsze będzie kapelą pop-rockową, której liderem od 39 lat jest Grzegorz Stróżniak. To on nadaje zespołowi charakterystyczne brzmienie, łącząc gitarowe rockowe granie z dźwiękami, często wybijających się instrumentów klawiszowych. Piękne jest to, że granice między gatunkami się zacierają i dlatego dla takiego artysty, jakim jest Grzegorz, to możliwość zabawy dźwiękami.

Istvan Grabowski – Czy czujecie się zespołem zaangażowanym społecznie? Pytam z powodu waszego koncertu multimedialnego „W hołdzie Solidarności- drogi do wolności”.

Marta Cugier – Jesteśmy wrażliwymi ludźmi. Jest wiele rzeczy, które robi na nas ogromne wrażenie. Czujemy się patriotami, więc postanowiliśmy złożyć hołd bohaterem Solidarności. Dzięki nim żyjemy w wolnym kraju i możemy tworzyć bez granic. Projekt multimedialny, łączący muzykę graną na żywo z wyświetlanymi na trzech telebimach archiwaliami, komentarzami filmowymi przywracającymi prawdziwe znaczenie słów utworów zespołu Lombard z lat 80 i teledyskami do najnowszych, również zaangażowanych naszych współczesnych utworów, opowiada najnowszą historię Polski, historię Solidarności. Robiliśmy go z myślą o naszych przyjaciołach z opolskiej Solidarności, których losy poruszyły nas dogłębnie. Ci ludzie poświęcali życie swoje i swoich bliskich dla Polski. Nie ma większego bohaterstwa. Powinniśmy o tym pamiętać każdego dnia i dziękować im przy każdej nadarzającej się okazji.

Istvan Grabowski – Mam wrażenie, że zawiść nie omija artystów. Niby 21 lat temu rozstaliście się z Małgorzatą Ostrowską, a ona wciąż posługuje się waszym repertuarem. Co jest źródłem waszych złych relacji?

Marta Cugier – Myślę, że źródłem naszych złych relacji jest m.in. menadżer Małgorzaty, który liczył na to, że po jej odejściu zespół Lombard przestanie istnieć. Plan jednak się nie udał i to pewnie jest powodem jego frustracji i ciągłego pomawiania nas w mediach. To jedyny menadżer artysty w Polsce, który jednocześnie jest dyrektorem w publicznych mediach. Sytuacja dość korupcjogenna, ale to etyczny problem „Radia Merkury” z Poznania, nie mój. Pani Małgorzacie głęboko współczuję. Ugina się pod namową złych doradców. Zamiast skupić się na swojej solowej karierze, podejmuje kolejne próby nagrywania przebojów zespołu Lombard, w nowych wersjach i aranżacjach. Może jest w jakimś artystycznym dołku? Nie wiem. Mam wrażenie, że ani jej współpracownicy, ani fani nie akceptują jej artystycznych wyborów. Przecież odeszła z zespołu, aby robić solową karierę i co za tym idzie swoją solową muzykę.

Istvan Grabowski – Byliście kiedyś grupą, w której instrumentaliści zmieniali się w rekordowym tempie. Jak sądzisz, z czego to wynikało?

Marta Cugier – To prawda. Zespół istniał w około 20 różnych składach. Grało w nim ok. 30 znakomitych muzyków. Nie można zapominać, że tworzyli historię niezwykłego zespołu. Każdy z nich zostawił w nim cząstkę siebie. Lombard istnieje 33 lata. To kawał czasu. Górę biorą ambicje, chęć realizowania siebie, ale i życiowe wybory.

Istvan Grabowski – Czy obecny skład zespołu jest bardziej stabilny?

Marta Cugier – Obecny skład zapiszemy jako najdłużej istniejący. Tworzą go: Marta Cugier – śpiew, Grzegorz Stróżniak– śpiew, instrumenty klawiszowe, lider, Daniel „Gola”Patalas – gitara, Łukasz Frąckowiak – bas, Mirek Kamiński – perkusja. Od wielu lat współpracujemy również ze wspaniałą, profesjonalną ekipą realizatorów: Mirosław Wdowczyk – realizator dźwięku, Łukasz Migdalski– realizator sceny i Łukasz Jarmuziewicz – realizator świateł. Razem pracujemy na sukces.

Istvan Grabowski – Co tak naprawdę trzyma was razem?

Marta Cugier – Wzajemny szacunek, przyjaźń, radość, a przede wszystkim miłość do muzyki. Jest i piękna tradycja wspólnych, rodzinnych wyjazdów. Wtedy wszyscy pakujemy rodziny do samochodów i zaszywamy się w górach, nad morzem, nad jeziorem, czy u nas w lesie. To niezapomniany czas. Myślę, że można nas nazwać paczką przyjaciół. To widać na scenie i poza nią.

Istvan Grabowski – Macie gęsto wypełniony grafik koncertów w różnych miejscach. Powiedz, jak są one przyjmowane. Graliście imprezy w różnych dziwnych miejscach, że wspomnę Wzgórza Gola czy Białoruś. Jakie refleksje płyną z tych podróży?

Marta Cugier – Grafik koncertowy wypełniony jest po brzegi. Nie narzekamy. Kochamy żywy kontakt z publicznością, magię sceny, to trochę cygańskie życie. Tu nie ma miejsca dla oszustów. Ludzie to czują. Najprzyjemniej jest jak wracamy w te same miejsca po latach. Nie jest ważne, ile osób przyszło na koncert: 10, 100, 1000, 10000, 10 tysięcy. Mała wieś, miasteczko czy duże miasto, zawsze dajemy z siebie wszystko. Nigdy nie odwołaliśmy koncertu, nawet z przyczyn technicznych. Wynika to z szacunku do ludzi pod sceną. My ich po prostu kochamy.

Istvan Grabowski – Czujecie się potrzebni i dowartościowani?

Marta Cugier – Tak, mamy pokaźne grono wspaniałych ludzi wokół siebie, które jak upadamy pomaga nam się podnieść. Bardzo im za to dziękujemy. Wierzę w to, że dobro powraca.

Istvan Grabowski – Czy w twoim odczuciu Lombard ma trwałe miejsce w estradowym panteonie, na jakie niewątpliwie zasłużył?

Marta Cugier – Lombard to Grzegorz Stróżniak bez względu na dziesiątki osób, które miały wielkie szczęście czerpać z jego niezwykłego talentu i wrażliwości. Mam dziś wielkie szczęście żyć u jego boku. Uważam, że Grzegorz ma trwałe miejsce w estradowym panteonie, na jakie sobie zasłużył ciężką pracą i konsekwencją, genialnymi kompozycjami i aranżacjami, graniem muzyki bez kompromisów, nie ukręcaniem hitów na siłę, podążaniem swoją drogą, nie szukaniem taniego poklasku.

Istvan Grabowski –  Czego potrzeba ci do szczęścia?

Marta Cugier – Jestem szczęśliwa.

 

materiał: Radio Biper
tekst: Istvan Grabowski
zdjęcia: archiwum zespołu Lombard
opracowanie: Gwalbert Krzewicki

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama