Ogłoszenie

Reklama

„Żyję i oddycham muzyką” – rozmowa z wokalistką Grażyną Łobaszewską

Z Grażyną Łobaszewską, wokalistką i kompozytorką, znaną z takich utworów jak: „Czas nas uczy pogody”, „Piosenka o ludziach z duszą”, „Brzydcy”, czy „Gdybyś” rozmawia Istvan Grabowski.

Zachwyciła mnie pani najnowsza płyta „Przepływamy”. Pani głos brzmi fantastycznie, a rytmy jazzowe, funkowe, soulowe i bluesowe po prostu urzekają. Jestem przekonany, że słuchacze zapamiętają ten krążek na długo.

Nowa płyta to zasługa kompozytora Darka Janusa. Przyjechał świetnie przygotowany, dał mi gotowy materiał i po dwóch tygodniach wybrałam 12 utworów. Darek nie tylko skomponował nowe piosenki, ale również zagrał na fortepianie i instrumentach klawiszowych oraz zajął się produkcją muzyczną płyty. Jestem z niej zadowolona. Cieszę się szczególnie z dwóch duetów. „Stay By Me” nagrałam z amerykańskim wokalistą Floydem Anthonym Phiferem. Oczarował mnie aksamitnym głosem. Natomiast „Nad rzeką marzeń” z Kubą Badachem. To prawdziwa przyjemność pracować z takimi artystami.

50 lat temu zaśpiewała pani na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Czy miała pani wtedy wrażenie, że przygoda estradowa będzie trwała tyle lat?

– O tym, że chcę śpiewać wiedziałam od zawsze. Nie mogłam jednak przewidzieć czy spełnią się moje oczekiwania. Przecież nikt z nas nie wie, jak coś długo będzie trwało. Flirt z piosenka jest zawsze wielką niewiadomą.

Z wykształcenia jest pani pianistką i wokalistką. Proszę powiedzieć, czym jest dla pani muzyka?

– To oddychanie, spełnianie marzenia z dzieciństwa i moja praca zawodowa w jednym. Słowem wszystko. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego.

Miała pani wyjątkowe szczęście do współpracy z kompozytorami. Z ich pomocą udało się pani wylansować plejadę popularnych do dziś szlagierów. Do którego z nich ma pani sentyment?

– Mówiąc szczerze, każda piosenka stanowiła skrawek mojego życia. Jak więc którąś tylko wyróżnić? Kocham je wszystkie.

Piosenka „Czas nas uczy pogody” autorstwa Krzesimira Dębskiego doczekała się kilku interpretacji. Śpiewają ją m.in. Kayah, Ryszard Rynkowski, Stanisław Soyka i Michał Szpak. Co czuje pani słysząc ją w innym wydaniu?

– To miłe, że mój gust muzyczny potwierdza wielu wykonawców, a co za tym idzie, z piosenki rodzi się standard.  Mam do niej sentyment i śpiewam na koncertach, choć w nieco innej aranżacji.                                                            

Ze względu na barwę głosu pisano o pani „czarna dusza”. Jak to pani odbierała?

– Bardzo dobrze. Jako pierwszy powiedział to Krzysztof Ścierański, cudowny muzyk i dusza człowiek. Wychowałam się na muzyce Arethy Franklin i nadal chętnie słucham ciemnoskórych wokalistek. W ich głosie czuje się magię.

Koncerty z muzykami jazzowymi na wielu festiwalach, tudzież wspólne nagrania sprawiły, ze zakwalifikowano panią do muzyki synkopowanej. Czy jazz stawia wokalistce wyższe wymagania?

– Co do frazowania na pewno tak. Jakaż byłaby to dla mnie kara, gdyby na każdym z koncertów ktoś mi nakazał śpiewać tak samo. Tak samo budować zdanie muzyczne, przy zmieniającej się publiczności, nastroju, chwili. Improwizując mogłam czuć się sobą.

Popularność zawdzięcza pani zdolnościom przekazywania emocji. Jak ważne są dla pani teksty piosenek?

– Są bardzo ważne. Przy tworzeniu każdej płyty zwracałam na nie baczną uwagę. Muzyka jest trampoliną treści, które zapadają w pamięć na lata. Moje pokolenie zawsze miało świadomość, że słowo ciałem się staje i nie lubiło śpiewać o byle czym.

Czy po latach występów czuje pani jeszcze tremę przed koncertem?

– Tak, lecz w nieco delikatniejszej odsłonie.

Na ostatniej płycie „Przepływamy” śpiewa pani w duetach z Kubą Badachem i Amerykaninem Floydem Phiferem. W przeszłości było takich nagrań więcej. Czy udane duety to pani specjalność?

– Lubię to zderzenie dwojga ludzi, którzy mimo swojej odrębności, tworzą swoisty tandem.

Nie kusiło panią, aby po latach zaśpiewać ponownie z Piotrem Schulzem? Wasza interpretacja szlagieru „Fantasy” grupy Earth, Wind and Fire była doprawdy fantastyczna.

– Nie tak dawno mieliśmy wspólny koncert w Poznaniu, a za dobre słowo dziękujemy.

Co skłoniło panią do nagrania krążka „Dziwny jest” z piosenkami Czesława Niemena?

– Niemen był idolem mej młodości i jego piosenki zawsze robiły na mnie wrażenie. Z grupą Ajagore zostaliśmy zaproszeni do Bielsko-Białej na Festiwal Niemenowski. Nasz występ został bardzo dobrze przyjęty i dlatego zdecydowaliśmy się zagrać serię koncertów z tym programem. Na jednym z nich spotkaliśmy pana, który zafundował nam płytę. Chciał, abyśmy ją nagrali, bo pragnie jest słuchać na okrągło. Spełniliśmy jego życzenie z miłą chęcią.

Mam wrażenie, że pani koledzy z grupy Ajagore włożyli w te aranżacje kawał serca.

– Tak, to prawda i bardzo cieszę się z tego faktu. Na koncertach często gramy utwory Niemena i mają one bardzo gorące przyjęcie.

Pochodzi pani z Gdańska, ale mieszkała też w: Poznaniu, Warszawie i Hiszpanii. Jakie wrażenia wywiozła pani z tego kraju i czy pobyt tam miał wpływ na pani pracę?

– Dość znaczny, bo mój pobyt był związany z pracą. W tym czasie koncertowałam z grupą Crash.

Jak śpiewało się pani dla Hiszpanów?

– Fantastycznie. Dla nich nie można śpiewać letnio. Jeśli trafią na podobnego sobie wrażliwca, to są mu totalnie oddani. Mnie to bardzo pasowało. Bo ja nie lubię ludzi lepionych z plasteliny. Ci z plasteliny są właśnie tacy letni.

Z czego czuje się pani zadowolona?

– Cieszy mnie to, że nie znudziłam się muzyką. Ludzie z biegiem lat tracą zapał, a ja nie. I nie jest to zasługa żadnych szczególnych okoliczności. Po prostu ta miłość do muzyki jest w moim przypadku tak duża, że starczyło mi zapału do tej pory.

Jak odebrała pani przyznanie medalu „Zasłużony kulturze Gloria Artis”?

– To bardzo miłe uczucie był docenionym za coś, co stanowi o sensie życia.

Czy czuje się pani artystką spełnioną?

– Chyba nie do końca. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze zaśpiewać coś poruszającego wyobraźnię odbiorców. Właśnie szykuję kolejną płytę.

Co sądzi pani o telewizyjnych konkursach piosenki? Pytam dlatego, bo prowadzi pani warsztaty dla młodych wokalistów i dobrze orientuje, czego potrzebują.

– Osoba śpiewająca musi gdzieś dać się poznać, aby zaistnieć, choć nie wszystkie wygrane przesądzają o patencie artysty. To długi i skomplikowany proces, w którym niemałą rolę odgrywa łut szczęścia. Z zadowoleniem odkrywam, że jest wielu zdolnych i wrażliwych wykonawców. Muszą poczekać na swój czas i konsekwentnie robić swoje.

Jakiej rady udzieliłaby pani kandydatom na gwiazdę piosenki?

– Dużego poczucia humoru i dystansu do siebie.

 

rozmawiał: Istvan Grabowski
zdjęcia: Istvan Grabowski / arch. Grażyny Łobaszewskiej

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama