Reklama

Kulturalny Pejzaż Podlasia: Drewniane rowery Sławomira Weremkowicza

Mieszkaniec Białej Podlaskiej mógłby z powodzeniem być bohaterem książki o nietypowych wynalazcach albo trafić do Księgi Guinnesa. Wykonuje bowiem przedmioty użytkowe, o jakich nikomu się nie śniło. Nikt przed nim nie próbował budować oryginalnych rowerów z drewna. Dla twórcy nie liczy się czas, tylko ostateczny efekt. Tych było niemało.

Wyjątkowe zdolności kreacyjne Sławomira Weremkowicza zna prawie cała Polska. Najpierw podziwiano go na Podlasiu, potem za sprawą popularnego programu telewizyjnego „MdM” uznano go za człowieka pozytywnie zakręconego. Był nim naprawdę, skoro jako pierwszemu z miasta nad Krzną, udało mu się wystawić swoje dzieła w warszawskim Muzeum Etnograficznym. Nadal coś projektuje, udoskonala, wyznacza nowe happeningi. Takimi są też pokazy jego niecodziennych produkcji.

Bialski konstruktor od kilkunastu lat tworzy nietypowe pojazdy z drewna. Poświęca temu zajęciu moc czasu, ale efekty są imponujące. Wehikuł Czasu, Tyranozaur, Tryceratops i Stregosaurus zaskakiwały obserwatorów drobiazgowym doborem elementów. Żaden z dotychczasowych modeli nie może się równać z trójkołowcem Sławomira Weremkowicza.

Słoneczny duet to rower wykonany z różnych gatunków drewna (buk, jesion i dąb). Przypomina uskrzydlonego dinozaura, bo szalonemu konstruktorowi (jak sam siebie nazywa) zawsze imponowały kopalne gady, a film Stevena Spielberga dodatkowi pobudził wyobraźnię. Słoneczny duet łączy w sobie trzy pojazdy: rower, samochód i helikopter. Stąd też zaskakujące widza detale- obracające się śmigło, centralny zegar Patek, tablica rejestracyjna BPA, dwa serca dzwonu z imionami dzieci Marin i Marta, bidon, gwizdawka oraz rogi muflona imitujące kierownicę. Wszystko zaś starannie wystrugane z drewna bez użycia choćby jednej metalowej śrubki.

Pomysł zbudowania olbrzymiego wehikułu narodził się przed czterema laty, a urzeczywistnienie planów trwało w domowej pracowni dwa lata.
W przeszłości nie zajmowałem się obróbką drewna – wyjaśnia pan Sławomir. – Nie bawiłem się też w konstruowanie mechanizmów poruszanych siłą mięśni. Miałem jednak sporo pomysłów, które z braku czasu były odkładane na później. Kiedy przeszedłem na emeryturę, powiedziałem sobie, że nadszedł czas realizacji wcześniejszych planów. Przez prawie rok nikogo nie wpuszczałem do warsztatu. Dopiero, gdy połączyłem wszystkie elementy i model ekologicznego roweru był gotowy do prób, pokazałem go siostrze, a później sąsiadom. Mało kto wierzył, że drewniane dzieło ruszy z miejsca. A jednak się udało.

Rowery pasjonowały go od dziecka. Chętnie przy nich majstrował, rozbierał na części, potem składał. Były to jednak rowery zwyczajne, produkowane masowo w fabryce, z metalową ramą, zębatką i metalowymi mechanizmami. Na pomysł zbudowania odmiennego, pierwszego w kraju roweru, wpadł po rozstaniu się z ZPW „Biawena”, gdzie obsługiwał wózki mechaniczne. Postanowił wypełnić wolny czas czymś pożytecznym. Wtedy zajął się majsterkowaniem i kreśleniem planów.

Najpierw gromadził potrzebne drewno. Potem mozolnie je obrabiał na domowej tokarce, a trudniejsze elementy cyzelował dłutem. Tylko dzieci mogły przyglądać się, nad czym pracuje tata. Efektem ponad rocznej dłubaniny był dość wysoki rower wykonany w całości z drewna, a nazwany Wehikułem Czasu. Rower pana Sławomira, na który można wsiąść z pomocą dwóch osób, był po trosze dziełem sztuki. Kierownicę uformowaną na kształt poroża jelenia zdobiła oryginalna gwizdawka. Z tyłu konstruktor umieścił sygnalizator w kształcie dzwonu. Zamiast błotników wokół kół zwisały sopelki. Ciekawostką był fakt, że wehikułem pana Sławomira dało się jeździć po ulicy, choć wymagało to nieco wprawy i siły mięśni kierowcy.

Sławomir Weremkowicz wielokrotnie udowadniał, że chcieć znaczy móc. Zrobił coś, o czym marzył od lat. Dwukrotnie pokazywał się w telewizji. Być może wkrótce uda się zgłosić dzieło do Księgi rekordów Guinnessa. Niezwykłość starań konstruktora na to zasługuje. Planuje już następne dwa rowery z drzew owocowych. Znając zapał twórcy można być pewnym powodzenia zamiaru. Mieszkańcy Białej Podlaskiej podziwiają go za upór i wytrwałość? Komu chciałoby się robić podobne konstrukcje? Chyba tylko jemu.

tekst i zdjęcia: Istvan Grabowski

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama