Reklama

„Podróże serc”. Ukazała się debiutancka powieść bialczanki

Od 2 kwietnia w księgarniach stacjonarnych i internetowych dostępna jest debiutancka powieść bialczanki Agnieszki Panasiuk pt. "Podróże serc". To opowieść o osieroconym dziecku marzącym o bezpiecznym domu i kobiecie, która – zraniona – wybrała samotne życie. Tłem dla historii spotkania dwóch serc jest świat podlaskich i łowickich ziemian u schyłku XIX wieku.

Na kartach książki pojawiają się folwarki i dwory, nazwy miejscowości, takie jak: Janów, Wierzbice, Łowicz, Albinów, Murawiec, Chotyłów, Ostrowie, Neple, Terespol, Biała, Lublin i inne. Autorka pięknie kreśli ówczesne życie i portretuje nadbużańską przyrodę.

„Kościół w Tucznej był najmłodszy na całym Podlasiu. Dzięki

wstawiennictwu hrabiny Krasińskiej zastąpił zamknięty kodeński

przybytek. Wysoką wieżę było widać z oddali, a neorenesansowy

styl z jasnymi łukowatymi oknami wzbudzał zachwyt nie tylko

miejscowych parafian. Na odpust patronki, mimo pracowitego

czasu, ściągnęły tłumy. Ksiądz Władysław Kronbach mógł być zadowolony.

Anielka łapczywie obserwowała kobiety w czerwono‑

-czarnych spódnicach, haftowanych koszulach i gorsecikach z kolorowymi

chustkami na głowie. Niektóre nosiły spódnice w kraty,

a inne w tkane pasiaki. Daleko im było do cudnych Łowiczanek,

ale miały swój specyficzny urok. Dookoła ustawiono liczne stragany

i kramy. Jeden był ciekawszy od drugiego. Tam sprzedawano

płótno i materiały, tam chustki, koronki i niteczki, rękawiczki, sznury korali z laki i zwykłe szklane „dętki”, metalowe krzyże

i święte medaliki, kolczyki, broszki i szpile, do których dziewczynce

świeciły się oczy. Dalej oferowano świece i mydła z łomaskiej fabryki,

żeberkowo-krzyżowe walce z korzeni i wikliny, mniejsze pojemniki

ze słomy i trawy. Gliniane dzbany i garnki o różnych kształtach

oferował sam garncarz Rogowski z Białej i nie były to tylko

zwyczajne siwaki.

Pod małą brzózką na żerdzi zawieszono różnokolorowe wstążki,

a kramarz zachęcał też do kupna świętych obrazów, modlitewników

i świętych żywotów, a także zupełnie nie świętych opowieści

o diabłach, czarownicach oraz innych sensacjach i romansach.

Z rzadka widać było handlujących drobiem czy królikami, ale stragany

z jedzeniem oblegali ci, co przybyli do Tucznej z dalej położonych

wiosek, często pieszo, by choć raz uczestniczyć w uroczystej

ofierze. Odkąd car zawziął się na wiarę katolicką, wiele duszyczek

pozostawało bez należytej opieki, której nie mogły zapewnić cztery

parafie w powiecie, nieliczni księża rezydujący po dworach i leśne

misje przeznaczone dla trwających przy wierze unitów. Dusza

Anielki rwała się do tych cudów, ale Joanna przedkładała uroczystości

kościelne nad świeckie.

Gdy Joanna z Anielką siedziały już we wnętrzu świątyni, mała

szepnęła do siebie:

– A jak mi nie wystarczy? – dumała, klękając w pierwszej ławie

przed Najświętszym Sakramentem, nakrytym delikatnym umbraculum.

– Chłopiec po drugiej stronie ma już glinianego kogutka

i konika na kijeczku, a dziewczynka obok ptaszka z drewna, który

składa i rozkłada skrzydełka.

– Anielko, nie bujaj w obłokach – Joanna cicho zwróciła jej

uwagę, widząc przy okazji, że mała macha nóżkami i ma niechlujną

postawę. Anielka usłuchała i przez pewien czas powtarzała wezwania w Koronce do Przemienienia Pańskiego na wyzwolenie

Polski. Nie bardzo wiedziała, o co prosi, wraz z księdzem i zebraną

rzeszą, dlatego niebawem zaczęła się dyskretnie rozglądać. Wnętrze

kościoła było świeżo bielone i jeszcze słabo ustrojone. Na ołtarzu –

obraz świętej Anny z małą Maryją nie zajął jej dużo uwagi. Co innego

rzeźbiona droga krzyżowa i krzyżyki ze świeczkami – „zacheuszkami”,

na pamiątkę liczby apostołów i konsekracji. No i kwiaty:

najpiękniejsze z okolicznych ogrodów, łąk, i te z bibuły. Z zazdrością

spojrzała na opiekunkę, która wstała do komunii.

Ładnie odziane kobiety i najznamienitsi mężczyźni nieśli barwnie

haftowane chorągwie i dwustronne feretrony, przed którymi

dziewczynki takie jak ona sypały płatki kwiatów z wiklinowych

koszyków, a chłopcy co sił dzwonili w dzwonki. Dziewczęta przechodziły

właśnie przy krzakach przekwitłego jaśminu, zrywając

biało-suche płatki i rzucając je pod nogi.

– Chciałabyś tak służyć na procesji? – spytała Joanna, wróciwszy

z komunii.

Anielka pokiwała dumnie głową, a gdy ostatnia ewangelia kończyła

właśnie uroczystą mszę i kobiety poszły prosić księdza o święcenie

ziół odpędzających złe moce i wywołujących miłość, mała

krzyknęła:

– Nareszcie!

Wybiegła wnet na przykościelny plac.

Chwilę później obie panie stały już przy kolorowych paciorkach.

Wybrały piękne zwoje dla cioci Ani, w ocenie Anielki – błękitne

jak niebo, i srebrny krzyżyk z ametystem – dla ciotki Emilii.

January, służąc za tragarza, nosił w koszu wstążki, książki, dywan

we wrzosowo-kremowe pasy, drewnianego zajączka na kijku, który,

wprawiony w ruch, klaskał łapkami, komplet rzeźbionych zwierzątek

gospodarskich i gliniany gwizdek. Wsiadając do bryczki, Joanna i Anielka miały doskonały widok na jarmark i rozpoczynające

się tańce.

– Czas wracać, moja droga – Joanna zwróciła się do małej.

– I tak staniemy na wieczór. Cała jesteś czerwona od tego biegania,

a na pewno zmęczona i głodna.

– O, tak! – jęknęła dziewczynka, opadając na miękkie siedzenie.

– Proszę się najadać do woli – January przyniósł w drewnianych

misach smaczne i gorące pierogi nadziane twarogiem, jagodami

i gryczaną kaszą. Wiśniowy kompot zaspokoił pragnienie. Brzozowy

sok, chleb z burakiem i maślane wafle zostawili na drogę. Anielka

bawiła się nowymi zabawkami, śpiewała i nie omieszkała zadawać

pytań. Joanna cierpliwie znosiła nieustanny słowotok.

– Co to za dziwny krzyż?

– To karawaka. Ma dwa ramiona. Postawili go mieszkańcy najbliższego

sioła, by chronił ich od epidemii czy złego losu.

– A czemu to brzydkie drzewo tam rośnie, tak z dala od lasu,

i jest takie pochyłe?

– Powaliła je wichura, a że kiedyś wisiała na nim kapliczka, to

nie można go ściąć.

– A czy wujek Kazimierz zechce nosić fontaź*? Bo wujo zawsze

jest pod szyją rozpięty…

– Na pewno zechce, bo to prezent od ciebie.

– A jak źle wybrałam?

– Nie, dziecko, dobrze wybrałaś – Joanna przytuliła małą do

piersi i oba serca zabiły jakby nowym nieznanym sobie rytmem.

– Jak dobrze jest wracać do domu… – szepnęło dziecko, nie zdając

sobie sprawy, że te proste słowa zabrzmiały w uszach Wierzbickiej

niczym muzyka.”

 

Główna bohaterka, zamożna ziemianka, Joanna Wierzbicka, marzy o miłości  i rodzinie. Zdradzona przez ukochanego, poświęca się zarządzaniu rodzinnymi dobrami, odrzucając małżeńskie propozycje kolejnych konkurentów.

Nieoczekiwanie, w jej samotnym życiu pojawia się sześcioletnia Anielka, osierocona przez rodziców. Zapis testamentu wskazuje Joannę jako prawnego opiekuna dziewczynki. To spotkanie zmienia życie dwóch samotnych serc. Kobieta, ku swemu zdziwieniu, darzy coraz większym uczuciem rezolutne dziecko, które odwzajemnia jej miłość. Wprowadza Anielkę w codzienne życie ziemiańskiego dworu na Podlasiu, pokazuje okoliczne majątki i wsie, opowiada o lokalnych szlacheckich i ludowych zwyczajach, uczy szacunku do ludzi, niezależnie od posiadanego majątku i pochodzenia.

Porządek  ich ustabilizowanego życia burzy przyjazd z zagranicy ojca chrzestnego i drugiego prawnego opiekuna dziewczynki – Marcina Czarnockiego. Czy Joannę i Marcina połączy miłość? Czy mimo przeszkód zdołają zbudować szczęśliwą rodzinę?

Agnieszka Panasiuk nie tylko pięknie przedstawia splątane ludzie losy, ale również maluje barwny obraz życia podlaskich i łowickich ziemian w XIX wieku i ich troskę o zachowanie narodowej tożsamości mimo rosyjskiego terroru.

***

Agnieszka Panasiuk, z wykształcenia nauczyciel historii, pracę zawodową związała z administracją. Jest laureatką konkursów literackich. Czas najchętniej spędza z rodziną w domu na wschodzie Polski. Pasjonuje się ogrodnictwem, dobrym filmem i nie wyobraża sobie dnia bez pisania o przeszłości ukochanego południowego Podlasia.

materiał: kultura 
info / grafiki: Wydawnictwo Szara Godzina

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama