Reklama

Z Krystyną Giżowską rozmawiał Istvan Grabowski

Z Krystyną Giżowską rozmawia Istvan Grabowski

Istvan Grabowski: Na koncertach i spotkaniach jest pani stale pogodna i uśmiechnięta. Ciekaw jestem jak ani recitale przyjmują słuchacze.

Krystyna Giżowska: Nad wyraz gorąco. Jestem jej za to wdzięczna. Co tydzień mam okazję występować w innym miejscu kraju i spotykam się zawsze z życzliwością. Ludzie bawią się przy moich przebojach, co znaczy, że je znają i akceptują. Przy każdym recitalu pamiętam, by dać z siebie wszystko, bo z szacunkiem traktuję moich odbiorców. Bez nich nie może istnieć żaden wykonawca.

Istvan Grabowski: Zauważyłem, ze pozostaje pani wierna tzw. muzyce środka.

Krystyna Giżowska: Na niej się wychowałam i taką uprawiałam przez ponad cztery dekady. Trudno, abym teraz próbowała zaskakiwać widownię odmiennymi rytmami. Nie byłabym autentyczna. Nie znaczy to wcale, że nie wzbogacam swego repertuaru. Na różne okazje obok swoich szlagierów „Złote obrączki”, „Nie było ciebie tyle lat”, ”W drodze do Fontainebleau”, „Przeżyłam z tobą tyle lat”, śpiewam piosenki dedykowane dzieciom i melodie biesiadne. Nagrałam nawet płyty z takim programem.

Istvan Grabowski: Na scenie przebywa pani niezmiennie od 51 lat. Czy piosenka była pani przeznaczeniem?

Krystyna Giżowska: Zdecydowanie tak. Doskonale czuję się na scenie. Gdybym miała ponownie dokonać wyboru swej drogi, zdecydowałabym się zostać piosenkarką, choć to zawód szalenie stresujący i wymagający nie lada nie lada odporności psychicznej. Na scenie zostaje ten, kto zdoła przetrwać różne burze.

Istvan Grabowski: Pomówmy, zatem chwilę o blaskach i cieniach pani zawodu. Kiedyś pani szlagiery nie schodziły z anteny radiowej i telewizyjnej. Dziś darmo by ich tam szukać.

Krystyna Giżowska: Nauczyłam się mocno stąpać po ziemi i zdaję sobie sprawę, że każda epoka ma swoich idoli. Zawód, jaki wybrałam dawno temu, starując w Giełdzie Piosenki, wymaga oprócz predyspozycji wokalnych i muzycznych także pokory wobec życia. Raz bywa się na szczycie, raz na dole. Kto tego nie zaakceptuje odpada. Każdy wykonawca ma w swej karierze przysłowiowe pięć minut szczęścia. Jestem przekonana, że dobrze je wykorzystałam, dzięki czemu dalej mogę być aktywna i cieszyć się ze śpiewania. Powiem więcej, mój dorobek sceniczny sprawił, że mam wierną publiczność, która pozwala mi uprawiać ten zawód i chętnie przychodzi na moje recitale. To wielka radość dla każdego artysty.

Istvan Grabowski: Z czego jest pani dumna po 50 latach?

Krystyna Giżowska: Cieszę się szalenie, że nadal jestem rozpoznawalna, a moje piosenki ciągle cieszą się sympatią słuchaczy. Chwilami mam nawet wrażenie, że czas się dla mnie zatrzymał, a piosenki wylansowane w szczęśliwych dla mnie latach nie straciły aktualności.

Istvan Grabowski: Cotygodniowe wyjazdy z domu są pewnie dosyć uciążliwe, choć wpisane w ryzyko zawodu. Jak regeneruje pani siły po koncertach?

Krystyna Giżowska: Najlepiej wypoczywam w przydomowym ogrodzie pełnym kwiatów w Łodzi. Taktuję go, jako mały azyl, gdzie nikt mnie nie niepokoi i mogę zapomnieć o estradzie. W ogrodzie często podejmuję przyjaciół. Rozmawiamy wtedy godzinami niekoniecznie o śpiewaniu.
Co sprawia pani przyjemność, a co irytuje, na co dzień?
– Do przyjemności należą spotkania z życzliwymi mi ludźmi. Mogę czuć się swobodna i nie muszę udawać kogoś innego, niż jestem. Radość sprawia mi ciepło domowego ogniska. Jestem zdecydowaną domatorką. Drażni mnie obojętność, ignorancja i brak szacunku dla drugiego człowieka. Nie znam powodów rosnącego zjawiska. Mam wrażenie, że nawet najbliżsi sąsiedzi stracili ochotę na utrzymywanie bliskich kontaktów. Gdzie te czasy, kiedy chodziło się do sąsiadki pożyczyć szklankę cukru, lub zostawić dzieci do opieki? Być może o zmianie obyczajów decyduje pogoń za pieniądzem, a może podziały polityczne. Ludzie nie chcą ze sobą rozmawiać.

Istvan Grabowski: Fani znają panią jako wokalistkę, a jest też pani też wytrawną kolekcjonerką cennych przedmiotów.

Krystyna Giżowska: To prawda, choć rzadko o tym mówię. Zawsze miałam dziwną słabość do cennych bibelotów. Kochałam drobiazgi związane z bliskimi osobami. Może, dlatego zachowałam bluzki i sukienki mojej mamy i czasami wykorzystuję je na estradzie. Ogromną przyjemność sprawia mi spora kolekcja porcelany. Szukam ciekawych okazów na aukcjach i zwykle coś kupuję.

Istvan Grabowski: Podobno wciąż odwiedza pani Polonusów w USA i Kanadzie. Jakie przywiozła pani wrażenia z ostatniej podróży?

Krystyna Giżowska: Byłam tam przed trzema laty i stwierdziłam, że to całkiem inna Polonia od tej, którą odwiedzałam 20 lat temu. Starsi rodacy nie chodzą już na koncerty, a młodzi mają inne gusty muzyczne. Choć to nadal zamożny kraj, nigdy nie chciałabym zamieszkać w USA na stałe, Zdecydowanie wolę polskie klimaty.

materiał: Radio Biper Biała Podlaska
tekst: Istvan Grabowski
zdjęcia: archiwum wykonawczyni
opracowanie: Gwalbert Krzewicki

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Wyślij tweeta
Share on email
Wyślij e-mailem

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czytaj więcej o:

Reklama

Zobacz podobne artykuły

Reklama