Wieści z Unii: Tłumaczenia, matematyka i rock

To praca, która wymaga kreatywności, trzeba się zastanowić, pokombinować, popróbować – tak zawód tłumacza postrzega Michał Martinez Dzedzej, zwycięzca polskiej edycji konkursu Juvenes Translatores. Licealista z Warszawy opowiada o tym, jak wyprawa do Ameryki Południowej rozbudziła w nim zamiłowanie do tłumaczeń oraz o tym jak uczy się języka hiszpańskiego z muzyką i matematyką w tle.

Krzysztof Nalepa (KE): Michał, jeszcze raz gratulujemy sukcesu. Poznaliśmy Cię jako bardzo zdolnego tłumacza ale na pewno masz też jakieś inne zainteresowania. Co robisz w wolnym czasie, jeśli masz w ogóle wolny czas?
Michał Martinez Dzedzej: Mam swój zespół. Spotykamy się po lekcjach trzy razy w tygodniu w auli naszej szkoły i coś tam sobie gramy.

Jaką muzykę? Rock?
To jeszcze w sumie się ustala. Dopiero zaczynamy, więc próbujemy różnych rzeczy. Ale tak, raczej rock. Ja gram na gitarze elektrycznej, przez krótki czas uczyłem się grać z nauczycielem, ale głównie ćwiczę sam w domu. Podobnie koledzy. Nikt z nas nie ma wielkiego doświadczenia, dopiero się zgrywamy i próbujemy coś razem tworzyć. Kiedy mam więcej czasu, uczę się też programować. Myślę, że to może się kiedyś przydać, poza tym to logiczne zajęcie, a że jestem na mat-fizie, to takie rzeczy mi się podobają. No, ale przez to, że jestem na mat-fizie, wolnego czasu za dużo nie mam…

Mówisz, że programujesz, jesteś na profilu matematyczno-fizycznym – skąd w takim razie w ogóle twoje zainteresowanie tłumaczeniem? Te rzeczy jakby nie do końca się z sobą pokrywają.
To prawda, ale miałem wcześniej ciekawe doświadczenie z tłumaczeniem. Mamy w liceum szkolną telewizję. Powstał pomysł, żeby nakręcić film o patronie szkoły Ignacym Domeyce, który dużą cześć życia spędził w Chile, gdzie pracował jako geolog i wykładowca. Film opowiadał o podróży dwóch studentów śladami Ignacego Domeyki. Wyjechaliśmy do Chile na cały miesiąc, a ponieważ znam hiszpański, przez cały ten czas pomagałem przy tłumaczeniu na planie filmowym i poza planem, we wszystkich nawet najdrobniejszych sprawach. Przyjeżdżały też różne telewizje zainteresowane naszym projektem, musiałem udzielać wywiadów, opowiadać o tym, co robimy. Tłumaczyłem też scenariusz, listy, maile.

Widząc twoje nazwisko, nie trudno się domyślić, że hiszpański znasz z domu. Czy oprócz tego, uczysz się tego języka w szkole albo na jakimś kursie?
Mówię po hiszpańsku, bo mój tata pochodzi z Madrytu, ale nie znam gramatyki, nie znam czasów itd. Od kolegów, którzy uczą się hiszpańskiego dowiaduję się czasem o jakichś niuansach gramatycznych, o których nie mam pojęcia. Staram się trochę czytać, trochę piszę na czacie z rodziną, żeby ten język rozwijać i poszerzać słownictwo.

A w domu?
W domu mówimy po polsku. Tato już całkiem nieźle sobie radzi. Żyjemy w otoczeniu języka polskiego. A filmy czy seriale w internecie są głównie po angielsku. Co też jest dobre, bo pomaga lepiej opanować angielski, ale przez to mam bardzo mały kontakt z hiszpańskim i staram się to jakoś nadrabiać.

W tym roku rusza następna edycja konkursu Juvenes Translatores. Oczywiście nie możesz już wziąć udziału…
Niestety.

Ale na pewno możesz zrobić jedno: młodszym kolegom, którzy zazdroszczą Ci nagrody i którzy będą startować konkursie w tym roku, możesz przekazać jakąś radę albo podpowiedź, co zrobić, żeby mieć szansę na sukces.
Chyba jedyna rada, jaką mam, jest taka, żeby jak najwięcej tłumaczyć. Dobrze jest przejrzeć sobie teksty z poprzednich lat. Są na tyle zróżnicowane, że można przećwiczyć sobie tłumaczenie tekstów na różne tematy i w różnym stylu. Na początku się wydaje: OK, mam angielski w szkole, oglądam filmy bez napisów, to na pewno sobie poradzę. Ale potem się okazuje, że słowa mogą mieć różne znaczenia, że czasem trzeba się porządnie zastanowić, żeby wyrazić ten sam sens, to nie jest takie łatwe. Ważne też, żeby nauczyć się pracować ze słownikiem. Ja na przykład korzystałem z różnych słowników: z polsko-hiszpańskiego, ale też z hiszpańsko-hiszpańskich, z których czasem łatwiej jest dojść do sensu jakiegoś słowa albo wyrażenia na podstawie podanych przykładów. Trzeba umieć sprawnie się posługiwać słownikiem, bo tam mamy ograniczony czas na tłumaczenie.

Po tej przygodzie, nie przyszedł Ci do głowy taki pomysł, żeby w przyszłości spróbować swoich sił w zawodzie tłumacza?
Tak. Przez tę wygraną zaczynam się zastanawiać nad tym całkiem poważnie, chociaż miałem inne plany. Wiem, że tłumaczenia są i będą potrzebne. W Europie jest całkiem sporo języków i ludzie muszą się ze sobą porozumiewać, bo ściśle ze sobą współpracują. Wydaje mi się, że to ciekawa praca, która wymaga na pewno kreatywności, trzeba się zastanowić, pokombinować, popróbować… To jest wyzwanie i myślę, że to może być ciekawy zawód, w którym ciągle trzeba się uczyć czegoś nowego. Zobaczymy. Ale pierwsze doświadczenie już mam za sobą.

Dziękuję za rozmowę i życzę miłych wrażeń z Brukseli.

 

 

WIĘCEJ INFORMACJI NA TEN TEMAT <<==>> LINK

 

materiał: Komisja Europejska Przedstawicielstwo w Polsce
tekst: Wydział Prasy Komisja Europejska Przedstawicielstwo w Polsce
opracowanie: Radiobiper Biała Podlaska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *