Osobliwości Płd. Podlasia: Puszcza Bialska pod Białą Radziwiłłowską

Czas upływa, otoczenie w jakim żyjemy nieustannie się zmienia. Wiele miejsc znika bezpowrotnie z pamięci i świadomości następnych pokoleń. Coś, co jeszcze niedawno było powszechnie znane, oczywiste, namacalne, z upływem czasu jest tylko mglistym wspomnieniem. Tak było z Puszczą Bialską, która pokrywała gęsto nasze okolice, łącząc się przez wieki z nieprzebytymi lasami i borami wokoło. Dziś niewielu mieszkańców Białej Podlaskiej i okolic wie cokolwiek o tym przyrodniczym skarbie, jaki znajdował się niegdyś tuż za progami domów naszych przodków. Dlatego dziś zabieram Was na wycieczkę w dzikie ostępy dawnej Puszczy Bialskiej, aby choć trochę przywrócić to wspomnienie.

Ktoś od razu zapyta – Jaka Puszcza Bialska? Było coś takiego? I spieszę odpowiedzieć, tak Puszcza Bialska istniała na Południe od Białej Podlaskiej i funkcjonowała przez wieki, póki człowiek, który zasiedlał coraz gęściej te tereny nie zaczął jej ciąć bez opamiętania. Dziś po Puszczy Bialskiej niewiele zostało, choć będę chciał pokazać w tym artykule, że jej ślady i dziś można jeszcze odkryć i pokazać. 200 lat temu Puszcza Bialska nie ustępowała dzikością od znanej wszystkim Puszczy Białowieskiej, która dzisiaj jest skarbem na skalę europejską a nawet światową, jedynym w Polsce obiektem przyrodniczym wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Przed wiekami kraj nasz pokrywały gęsto puszcze, bory, które stanowiły jednolitą całość. Wraz z zasiedlaniem tych ziem przez człowieka, wielka zielona kraina kurczyła się nieustannie. Las pierwotny stopniowo znikał. Na wschodzie obecnej Polski gęste puszcze i bory jednak trwały. Od Północy Puszcza Romnicka, Knyszyńska, Augustowska, niżej Białowieska, Mielnicka i bory i lasy aż do Bugu, a za rzeką las aż do Puszczy Bialskiej. Jeszcze w XVIII i na początku XIX w bez trudu myślę można było pokonać całą tą trasę nie wychodząc nogą z lasu.

Dziś, kiedy przyjrzeć się współczesnej mapie nasze okolice wciąż porasta las. Jednak, czym różni się puszcza od obecnego lasu? Jedną podstawową różnicą jest to, że las został posadzony ręką człowieka, natomiast puszcza to był las pierwotny, który wyrósł sam, naturalnie.

 – Las hodowany przez człowieka tak się ma do puszczy, jak krowa do żubra, jak kundel wiejski do wilka (…), jak tombak do złota (…). Las zagospodarowany to las zadbany, czysty, produkujący drewno i użytki uboczne – nienawidzi puszczy[1] pisze Simona Kossak, legendarny przyrodnik, działaczka na rzecz jej ochrony, naukowiec, autorka książek, filmów przyrodniczych, mieszkająca przez większość życia głęboko w Puszczy Białowieskiej.

Puszcza to zupełne przeciwieństwo lasu przemysłowego – „Przygodnemu wędrowcy Puszcza ukazuje bajeczne stare oblicze. W którą stronę spojrzy, wszędzie napotka kolumnadę potężnych gonnych pni wysoko u góry zwieńczonych zielonymi koronami. Z każdego załomka głęboko spękanej kory dębu, z każdej dziupli, z każdego osnutego mgłami bagniska tchnie pamięć dawno minionych lat (…). Puszcza nigdy nie była i nie będzie stara. Ona, nieporuszona w swym ponadczasowym majestacie, trwa w opływających ją tysiącleciach wciąż tak samo żywotna. W sobie właściwym rytmie rodzą się, dojrzewają, starzeją się i zamieniają w proch kolejne generacje drzew i jednoroczne zioła. Jesienne wichury, letnie burze, zimowe okiście w mgnieniu oka zamieniają całe jej połacie w spiętrzone rumowiska połamanych pni i konarów. Z upływem czasu rany zabliźniają się i pokrywają zielenią nowo narodzonego życia”[2].

Puszcza Bialska to dziś prawdziwa terra incognita, o ile o Puszczy Białowieskiej mamy napisaną niezliczoną ilość prac naukowych, badawczych, opowiadań, relacji, nakręcono o niej mnóstwo filmów, to Puszcza Bialska zniknęła całkowicie z kart historii nie doczekując się żadnych opracowań. Zanim zdano sobie sprawę o jej wartości zniknęła w mgnieniu oka na zawsze. Do dziś zachowały się jedynie nieliczne opisy, wspomnienia oraz stare mapy. Spróbujmy więc odkryć to, co zachowało się do naszych czasów.

Nazwa Puszczy Bialskiej pojawia się na mapie w Atlasie Hrabstwa Bialskiego z 1782 r. Obszar Puszczy Bialskiej, naniesiony przez geometrę i kartografa Leona Targońskiego pracującego na zlecenie Karola Stanisława Radziwiłła „Panie Kochanku” jest jednym z nielicznych dowodów potwierdzającej istnienie takiej nazwy tego obszaru. Puszcza zajmuje aż połowę całego Hrabstwa. Od brzegów Krzny na południe widzimy olbrzymi teren puszczy, a w puszczy naniesione główniejsze drogi.

Radziwiłłowie z ówczesnej Białej Radziwiłłowskiej korzystali z puszczy, jako znakomitego terenu łowieckiego, gdzie urządzali łowieckie rzezie, polując masowo na puszczańską zwierzynę i zapraszając na polowania najznakomitszych gości.

Jeden z nich Hieronim Florian Radziwiłł (1715 – 1760), znany dziwak i ekscentryk, uznawany za jednego z największych okrutników XVIII wieku, którego największą pasją były właśnie polowania, organizował w swoich puszczach wielkie łowy z namiętnością.

Tysiące strzelców i naganiaczy oraz setki psów tropiło, łapało lub naganiało zwierzynę. Setki niedźwiedzi, dzików, łosi i innych zwierząt łapano, przeważono i pędzono. Były to operacje bardzo skomplikowane logistycznie, nadzorowane przez dziesiątki łowczych dowodzonych przez wielkiego łowczego Wolskiego”[3]

O Puszczy pod Białą Hieronim Florian pisze:
Puszcza zaraz przy zamku Bialskim ze stawem i groblą równą i wielką się zaczyna, mil 10 w swym cyrkule. W której zwierz różny, jako to świnie, łosie, sarny, rysie i niedźwiedzie znajdują się, by i co dzień chciał ich bić; można bez pracy, z racji że ostępy są podzielone w swoich obrębach tak, że najlichszy już myśliwy pilnując onych mieć będzie renomee to jest tę sławę najprzedniejszego łowczego (…). Borów, kniei wilczych i lisich co niemara (…) czego wszystkiego razem 100 strażników i strzelców tyleż pilnuje”. [4]

Bezcennym źródłem opisującym Puszczę Bialską z okresu I poł. XIX w , są wspomnienia Kazimierza Wójcickiego zamieszczone w Polskim Kalendarzu Ilustrowanym.

„(…) Puszcza Bialska ciągnęła się w latach mych młodości na mil dwie z górą, a łączyły się z nią okoliczne lasy i bory. Nadleśniczy Janusz Węgier mieszkał na Woli we dworze drewnianym. Otoczonym dębami i sosnami. Poza rzeką Krzną, przy trakcie wiodącym do Włodawy (…).
(…) Od puszczy, gdyś stanął z tyłu zamku, lub w oknie ozdobnej komnaty od strony Woli, rankiem lub pod wieczór pogodny, przy lekkim powiewie, czułeś zalatującą, dziwną woń balsamiczną i chłód leśny. Jak zasięgnąłeś okiem, ciemna, czarna ściana puszczy ciągnęła się wokoło. Widok to byt majestatyczny i wabiący ponętą, do zwiedzenia jej tajników. Pod zachód słońca, z rzeki, jezior i błot leśnych, zbitemi chmurami ciągnęły stada kaczek dzikich, gęsi i kulikow ponad zamkiem, lecąc na nocny spoczynek, na obszerne ługi i wyzary wsi okolicznych poza Bialą. Ale wejdźmy do tej puszczy, co tak zdala swoim urokiem wabiła (…)”[5].

Na woli, na dzisiejszej ul. Witoroskiej, gdzie istniała radziwiłłowska leśniczówka, o której wspomina Wójcicki zaczynała się gęsta puszcza. Leśniczówka ta prawdopodobnie stała jeszcze do początku XXI w. O budynku tym pisał w latach 70-tych XX w. regionalista Stefan Łada Grodzicki:

Mieszkam (…) w starej rosyjskiej daczy generałostwa Mewiusów, pamiętającej jeszcze chyba czasy powstania styczniowego (…), ale nie jest to najstarszy dom przy tej ulicy [Witoroskiej, przyp. autora]. Bije go pod tym względem przysadzista, z ogromnym dachem, schowana w głąb chałupa pod nr 12. To ponoć licząca sobie grubo ponad 300 lat leśniczówka radziwiłłowska”.[6]

Dacza rosyjskiego generała z czasów Powstania Styczniowego przy ul. Witoroskiej w Białej Podlaskiej

Nieistniejący już budynek pochodził prawdopodobnie jednak z I poł. XIX w., choć mógł zostać zbudowany na miejscu starej leśniczówki. W domu przez cały XIX wiek mieściło się  bialskie łowiectwo. [7]

To, że w puszczy była bogata fauna mówią już cytowane źródła. Oprócz mnóstwa wszelakiego ptactwa, dzików, łosi, saren, jeleni, rysi, niedźwiedzi, bobrów, borsuków, rosomaków, lisów i drobnych innych ssaków, mógł tu też występować żubr o czym mogłaby poświadczyć wykopana podczas regulacji Krzny w  1937 r. czaszka żubra z rogami.[8] W puszczy z pewnością występował też wilk, który żył tu na pewno do 1860 r., jak podaje Encyklopedia S. Orgelbranda[9]. Jako ciekawostkę można podać, że wilk powrócił niedawno w lasy w naszym regionie, niewielka

wataha pojawiała się również w lasach dawnej Puszczy Bialskiej w okolicach śródleśnej wsi Danówka, słyszałem w 2017 r. taką informację od mieszkańców osady. Inną puszczańską ciekawostką ze świata zwierzęcego jest jak podaje źródło fakt powszechnego występowania tu niedźwiedzi, jeszcze w czasach Królestwa Polskiego (I poł XIX w), gdzie w innych nizinnych puszczach były już na wymarciu lub całkowicie wytępione.

„(…) Z tego to szlaku leśnego pozostały jeszcze dotąd rozległe bory augustowskie, puszcza Zielona, Kłyszawska, lasy zabłudowskie w Białostockiem, puszcza Białowieska, lasy ruckie i puszcza Bialska, już z lewej strony Bugu położona, która mówiąc nawiasem, była przytułkiem ostatnich niedźwiedzi w Kongresówce przed laty kilkudziesięciu (…)”.[10]

Kazimierz Wójcicki, bywał w puszczy kilkakrotnie na myśliwskich wycieczkach, opisywał ją barwnie pokazując, jakim była cudem natury.  Oddajmy dlatego głos autorowi i zatopmy się w dziką przyrodę Puszczy Bialskiej z początków XIX w.

„Jakiż to był czarowny widok, gdy po zachodzie słońca, księżyc na pogodnem niebie zaświecił: jakież to dziwne obrazy malowały się z cienia ogromnych lip, sosen, dębów, jodeł rozłożystych jaworów i klonów. Kiedy zaszedł chmurą, ponury zmrok otaczał cię w koło. Jeżeli w śród tej pomroki puchacz zakwilił, lub sowa się zaśmiała, (bo jest gatunek jeden, której odgłos podobny do śmiejącego się człowieka) nie dziw, że Rusin tutejszy, zabłąkany w puszczy, brał to za głos djabła, który go zwiódł z drogi, i na błota i wyżary wyprowadził.

150-200-letnia sosna, Surmacze, 2016 r.

Latem, wśród dnia, inna tej puszczy była postać. Ze słonecznego skwaru, wchodziłeś pod zielone sklepienie olbrzymich konarów, to liściastych kilkowiecznych dębów, rosochatych klonów, jaworów, gęstych lip, płaczących brzóz , to drzącej osiczyny, lub smukłych modrzewi , jedliny i sosny. Pierś twa oddychała innem powietrzem; balsamiczna woń rozkoszna, miłym chłodem, orzeźwiała za każdym oddechem, i biegłeś dalej a dalej w tą cudną ustroń, co dawała ci nowe życie, chroniła przed skwarem słonecznym, pod którym pola i niwy były jak step puste, bo żaden ptak nie rozweselił twojego słuchu: nawet przyrosły do ziemi skowronek, pod ziemną grudką skulony  z otwartym dzióbkiem, szukał ochrony przed upałem nieznośnym.

 

Niewielki dopływ rzeki Krzny (obecnie uregulowany), rzeczka Struga, dawniej Rudawa, okolice Sokula, 2016 r.

A tu w puszczy cień, rozkoszny, pełno gwaru i śpiewu. Kos pośwituje, żołna z dzięciołem skacząc po pniach i konarach olbrzymów leśnych, kując w korę, łączą swe głosy; pokrzyk żurawi ma ługach i wyżarach, świegotanie drobnego ptastwa, łączyły się z lekkim szmerem liści, z łomotem łamanych gałęzi w przebiegu sarn, jeleni, niedźwiedzi, dzików i zgłodniałych wilków.

Biegłeś dalej pod coraz cienistsze sklepienie, puszcza jeżeli rzedniała, uraczyła cię widokiem obszernego jeziora, to łąk bujnych, lub błot na poły wyschłych – stolicy czapli, żurawi, kaczek, bekasów i wszelkiego błotnego ptactwa. Z jeziora i z tych błot, wyrywały się tysiącami stada spłoszone i chmurą zaciemniały słońce co tu więcej przeświecało; a pokrzykiem, zwiastowały swój ciąg gęsty jak chmury. Jeżeliś doszedł tajników puszczy, gdzie promień słońca, od wieków nie mógł się przedrzeć nawet jednym promykiem, dziwny a cudny miałeś widok.

Niebotyczne starodrzewy, podawały sobie wzajem liściaste i iglaste konary, i tam wysoko, rozścielały oponę, strzegąc aby tej ustroni światło słoneczne nie ogrzało, nie błysnęło nigdy, bo tylko dniowa przytroczona jasność, słabo rozwidnia przedmioty; to też gdy tu stąpisz, musisz długo wzrok natężać, zanim przyzwyczaisz go do tej dziwnej ciemni, szczególnie rozwijającej urok do okoła.

Inna tu zieloność, inna trawa i mech inny, a chłód tak zimny, przejmujący, jakbyś wchodził w pieczary Ojcowa, albo Olsztyńską jaskinię.

Są to prawdziwe dziewicze ostępy puszczy; tu jeszcze cios siekiery od wieków niezaznaczył żadnego drzewa, tu przemyślny węglarz ani smolarz, nie okopcił je dymem, tu strzał myśliwca, słabym zaledwie odbije się echem i skona u podnóża tej ustroni, a granie gończych i trąbki łowieckiej, zaledwie czasem z oddali, rosa na swych kroplach przyniesie, jako gwar cichy, stłumiony”.

Puszcza Bialska, Mapa Kwatermistrzostwa z 1850 r.

Zatrzymajmy się na chwilę, autor pisze o istniejących dziewiczych ostępach, niedotkniętych zbrodniczą ręką człowieka, były to z pewnością najdziksze obszary, które musiały porażać pierwotnym pięknem. Ludzie jednak już wcześniej wydzierali puszczy skrawki i zakładali leśniczówki, niewielkie osady myśliwskie. Nazwy osad puszczańskich i uroczysk, jak: Surmacze (nazwa od trąbki – rogu myśliwskiego), Sokule (zamieszkiwane zapewne przez sokolników), Puchacze (ptaki również używane do polowania), Zwierzyniec, Bobrowola, które widnieją do dziś na mapach, mogą wskazywać na ich łowiecką historię.

Puszczańska smolarnia

Puszcza prócz terenu łowieckiego i źródła pozyskiwania drewna, dostarczała również innych dóbr, jak zioła, grzyby, miód z barci. Z drewna pozyskiwano żywicę, wytwarzano smołę, sole potasowe, terpentynę, węgiel drzewny. Na współczesnych mapach obszaru dawnej puszczy wypatrzymy nazwy takie jak: „Smolne Piece”, „gajówka Smolarnia”, niegdyś zapewne niewielkie uroczyska w środku puszczy, gdzie wytwarzano te produkty. Zachowało się również mnóstwo nazw uroczysk, jak: „Puszcza Sfurska”, „Zdrojowisko”,„Czeremchowe Bagno”, „Koniowe Bagno”, „Wierzbowe Bagno”, „Żydowskie Bagno”, które świadczą z pewnością o puszczańskim rodowodzie.

Wróćmy do wspomnień i tym razem opisu straszliwej burzy, jaka przeszła nad puszczą.

„Było kilka takich ostępów dziewiczych: z Jankiewiczem [tatar, strzelec radziwiłłowski, mieszkający w puszczy, przyp. autora] byliśmy w pobliżu jednej, kiedy burza nadciągnęła! Zapowiadał ją grzmot daleki.

Uroczysko nad rzeczką Strugą i robota bobrów, 2016 r.

Prześwitująca dniowa jasność w ostępie gdzieśmy się schronili, ciemnieje coraz i nagle w około nas czarna noc zapadła! Ponad naszemi głowami  szum straszny, zapowiadał siłę wichury, co uderzała całą piersią o wierzchołki olbrzymów leśnych, strzęgących tę ustroń w około.

Lunęła ulewa, poznaliśmy ją po szczególnym rozgłosie, bo tu żadna kropla nie pada. Grzmot jakby stu dział wtóruje ciągle poświstowi burzy i pluskowi ulewy. – Nagle w tej ciemnicy zaczęły migać gdzieniegdzie ogniki drobne, jak robaczki świcące, był to odbłysk błyskawic, co przebić nie mogły zielonego a gęstego namiotu rozbitego ręką Boga.

Nagle w górze, szczególny, nieopisany zagrzmiał łoskot, to huk piorunu, co przygłuszył wycie wichru, i szum ulewy. Łoskot straszliwy, trzask jakby pękających i silną dłonią druzgotanych gałęzi.

Starodrzew, Surmacze, 2016 r.

Huk okropny! Aż zadrzała ziemia pod nogami, aż zatrzęsły się w posadach swoich wszystkie w około drzewa, i zaraz płomienisty potok oświeca całą ciemnicę, spływa po pniu ogromnego dębu, pruje w nim odwieczną, mszystą korę, i jak ognisty wodospad od wierzchołka do korzeni światłem rażącem, silniejszem jak promień słońca, ogarnia, rozświeca, a po chwili gaśnie. To grom, co uderzył w dąb najwyższego olbrzyma leśnego; on ugiął na chwilę kark dumny, ale zaraz potrząsnął głową, odrzucił zgruchotane konary, i jęknął zachwiany nieco, patrząc na głęboką bruzdę w ciele swojem, co mu piorun na długie lata, ognistym lemieszem wyorał.

Na barkach wichrowych niesiona, płynęła dalej burza okolona wieńcem błyskawic, poprzedzana grzmotem , a co chwila jaśniejąca płomienistym piorunem.

Dawna Puszcza Bialska zimą, okolice Jaźwin, 2016 r.

Staliśmy zdumieni, przerażeni. Nic nie widziałem, bo ten jaskrawy płomień gromu, co rozkrawał korę dębu, olśnił wzrok potokiem światła, do którego oczy ludzkie nienawykły. Ślepota chwilowa czarnemi kołami wzroku zaćmiła.

Straszna noc w około nas otoczył. Huczący grzmot, bicie piorunów  w oddali, błyskawice silne, to tylko lekki szmer, w porównaniu tego cośmy słyszeli i widzieli.

A widziałem o kilkadziesiąt kroków w całej wspaniałości ognisty potok pioruna, co jak wąż kłębami światła ucisnął dąb olbrzymi: Słyszałem łoskot, którego na żadnem polu bitwy, gdzie grzmiało po trzysta dział naraz, ucho moje nie pochwyciło, widziałem siłę tego gromu, i zapas jego z potężnym dziedzicem puszczy.

Przewiała burza: a rozbujane wierzchołki drzew, szumią po dawnemu, a na nich liście drżą jakby z przestrachu.

Zwolna wzrok wraca do dawnego stanu i zaczyna rozpoznawać przedmioty. Widzę znów ostęp zaciemniony, prześwitujący gdzieniegdzie dzienną jasnością, i żadnej w nim zmiany, prócz rozrzuconych gałęzi przy pniu rażonego piorunem dębu i lecących jeszcze z góry zielonych liści.

Tajemniczy kurhan, gajówka Okop, 2015 r.

Wyszliśmy z ciemnej ustroni.
– Nie zapamiętam tak strasznej burzy, rzekł Jankiewicz, brnąc po kolana niemal w wodzie. Drugi to raz w życiu, widziałem
tak blisko uderzający piorun. Dotąd jeszcze mrowie chodzi po człowieku.

Wichura ucichła, przegnawszy daleko chmury czarne, słońce w całym blasku zajaśniało, i oświeciło zniszczenie, jakiego doznała puszcza po tak strasznej burzy. Jeziora i strumienie wezbrały wodą, błota wysuszone znikły, zmienione w jeziora: dużo starodrzewu leży pokotem, ogromne sosny, dęby, z korzeniami wyrwane, zawalają ścieżki leśne.

Z ciszy grobowej w dziewiczym ostępie, zagłuszonej chwilowo piorunem, przeszliśmy w gwar leśny, szum potoków, śpiew ptaków, co się suszą pod promieniem słonka. Jakby zaczarowany, przypominam sobie ten cudowny ostęp, gdzie panowała taka cisza, taka ochrona przed burzą, gdzie olbrzymy puszczy, szydzą sobie z potęgi gromów.

Stanowisko rzadkiego krzewu wawrzynek wilczełyko (pomnik przyrody), Leśnictwo Grabarka, wiosna 2017 r.

Wyszliśmy na małą łączkę — ale woda w niej po pas, jak mierzyliśmy gałęzią złamaną.

— Wiesz co mój paniczu, rzekł do mnie poczciwy Jankiewicz, tędy nie przejdziem: trzeba nam wrócić, tam grunt wyższy i tylko jedna przeprawa będzie przykra, to panicza przeniosę na plecach—a tutaj ot na całej łące jezioro. Niedostaniem się dalej jak do leśniczego, i będziemy musieli czekać z parę dni nim wody opadną.

Zwróciliśmy się napowrót i szczęśliwie doszli naprost dworu leśniczego, pod którym płynął mały strumyczek, teraz nabrzmiały powodzią, i pędzący z łaskotem jak wzburzona rzeka w Karpatach.

— Tu się nie przedostaniem, mówił Jankiewicz, pokręcając głową, i jak ze dworku nie dadzą nam pomocy, to będziemy musieli nocować. Głosu naszego, choćbyśmy gardła porwali, nie usłyszą, ale trąbka moja do pana leśniczego doleci.

To wyrzekłszy, podszedł na brzeg strumienia i zagrał pojezdnego.

Pomnik przyrody, świerk pospolity, Surmacze, 2015 r.

W tej chwili, wybiegł z dworku chłopak, po nim ukazał się pan Piotr Zalewski leśniczy. Za nim wyszło z małego domku co stał nieco w oddali kilku strzelców: z tych dwóch mieszkało w nim stale przy leśniczym, czterej inni, widać przed burzą szukali tu schronienia.

Chłopak dał nam znak, ażebyśmy wzięli się na lewo, gdzie pęd był mniejszy, i woda nie tak głęboka. Strzelcy zbili na prędce z bali dębowych, przygotowanych na parkan, tratewkę, i na niej dostali się do nas, i przewieźli bezpiecznie na drugą stronę.

Pan Piotr przyjął nas serdecznie, wybiegła na powitanie nasze poczciwa jego żona, otoczona czterema drobnymi synami, z których najstarszy ósmy rok, a najmłodszy dwa lata liczył.

Podmokłe uroczysko, rzeczka Struga (Rudawa), okolice Sokula, 2017 r.

Przy ognisku kominkowem osuszyliśmy zmokłe odzienie, a kieliszek jeden i drugi jałowcówki, rozweselił oblicze zadumane Jankiewicza.

— Jak długo żyję na świecie, takiej burzy nie pamiętam, ani z tak blizka nie widziałem ognistego piorunu. Wie pan leśniczy, jak trzasł grom, to po kościach takie mrowie przeszło, i zaćmiło się w oczach, żem myślał, że wybiła ostatnia godzina życia. A panicz (mówił zwracając się do mnie z uśmiechem) stał jak trusia, ani be ani me. (…)

Około południa, przybył siwy pobereżnik Józwa z Woli, od pana Janusza nadleśnego, dowiedzieć się o szkodach w puszczy. Opowiadał nam o strasznych spustoszeniach jakie oglądał. Od samego świtu, wyszedł z pod Biały, ale dopiero teraz przybył, bo musiał omijać ciągle powalone drzewa po wszystkich ścieżkach i drogach.

Wieś Danówka, na polanie w środku lasu, lato 2017

— Teraz, panoczku, mówił, nikt się ani konno ani bryczką niedostanie do zamku, ledwie pieszkom dojść można. Od brzegu puszczy jeszcze burzy nie znać, ale coraz głębiej, to straszne łamowisko.

Rzeczywiście tydzień cały przesiedziałem we dworku leśniczego, zanim można było myśleć o wydostaniu się z puszczy do Sławacinka: Józwa, który spocząwszy ruszył napowrót, miał poleconem uwiadomić o moim pobycie u pana Piotra.

W rok później, wraz z Jankiewiczem, odwiedziłem leśniczego: opowiadał mi o wielkich szkodach jakie znalazł w puszczy po owej burzy. Najmniej trzy tysiące sosen i dębów, nie licząc innych drzew, powaliła wichura: sprzedawano za bezcen, aby tylko oczyścić drogi i przyjść do porządku.

Dąb szypułkowy, pomnik przyrody, Janówka, 2016 r.

Wiele tysięcy młodzieży, zgniecionych przez starodrzewy, poginęło. W wielu miejscach po gęszczu leśnym zostały łysiny krzaczkami tylko przerosłe (…).

Po roku 1850 Puszcza Bialska, jak wynika z relacji autora, była już mocna pocięta, ślad pierwotnego lasu, jaki zapamiętał z młodych lat zniknął na zawsze bezpowrotnie.

– W roku 1850, wyjechałem odwiedzić pana Jana Kraszewskiego chorążego, ojca naszego znakomitego pisarza, a mego przyjaciela. Jadąc do Romanowa, zatrzymałem się w Bialy.

Jakiegoż przykrego doznałem wrażenia: zamek wspaniały—w ostatniej ruinie: na obszernem podwórzu, pobudowano domy, z ogrodami warzywnemi; a gdym spojrzał z tych zwalisk na ową wspaniałą, niegdyś puszczę—westchnąłem boleśnie, znikła z przed oczu ludzkich—gdzieniegdzie tylko pozostały po niej gaje i kępiny leśne! Niewymowna boleść serce ścisnęła, łzy nabiegły do oczu (…)[11].

To, co dziś rośnie na tym miejscu to już nie puszcza a las w głównej mierze gospodarczy, przetrzebiony przez ostatnie 100 lat z zachowanych resztek dawnej puszczy. Największe spustoszenie lasów w regionie w XX w. dokonali Niemcy w okresie I wojny światowej, gdzie w wielu miejscach drzewostan wycinali w niektórych miejscowościach do 60% powierzchni zalesienia.[12]

Dwa głazy narzutowe, pomniki przyrody, Leśnictwo Grabarka, 2017 r.

Puszczański charakter zachowały jedynie miejsce, jak dotąd najbardziej niedostępne. Trzeba bowiem zauważyć, że i dziś w lesie tym nie brakuje mokradeł, bagien, strumieni, gdzie czasem suchą nogą trudno dotrzeć, a jak się już uda, to satysfakcja gwarantowana, wspaniałe widoki na dzikie zakątki, gdzie spotkać można jeszcze pojedyncze stare sosny, modrzewie i dęby. Niektóre, z co większych drzew objęto na przestrzeni lat ochroną, jako pomniki przyrody, tyczy się to również kilku ciekawych głazów narzutowych.

Jeszcze w I poł. XX wieku relacje z pobytu w tych niedostępnych miejscach wspominały ich puszczański charakter.

Głaz narzutowy z charakterystycznym zagłębieniem, pomnik przyrody, Surmacze, 2015 r.

„Od dołu pod Sokulem, idąc długo przez las, dochodzi się do Surmaczy, położonych na polanie leśnej nad Krzną. Surmacze leżą przy prastarym gościńcu leśnym, biegnącym z Białej przez Dołchę do Międzyrzeca, służącym za do komunikacji w czasach, kiedy nikomu się jeszcze nie śniła szosa Warszawa – Brześć (…). Idąc tym gościńcem w stronę Białej, napotyka się o kilometr, nad maleńką wysychającą w upalne lata rzeczułką, rezerwa świerków (…). Po przejściu bagienka, na którym rosną maleńkie, dzikie kalie i wzmiankowanej strugi, dopływu Krzny, gościniec wspina się na niewysokie wzgórze. Wchodząc tam zawsze mam wrażenie, że wkraczam do prastarej świątyni pogańskiej. Wzgórze porośnięte jest przepiękną pięćsetletnią dąbrową, przeplataną trzystuletnimi sosnami (…). Na najwyższym punkcie wzniesienia znajduje się niewielki kurhan z charakterystycznym zapadniętym środkiem (…). Kilkadziesiąt metrów na wschód od kurhanu znajduje się zaryty głęboko w ziemię, potężny głaz granitowy z lejowym zagłębieniem w środku. (…)  Od północy jest dziwny, półkolisty wykop, od południa mały pagórek, najwidoczniej sztucznie usypany. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłem przed kilkunastu laty, zatkało mnie z wrażenia, a pierwszą myślą było: ołtarz pogański ? Ludzie znający się na rzeczy, którym pokazałem ten kamień, potwierdzili moje przypuszczeni, że to jest głaz ofiarny. Obok kurhanu, opodal pradawnego gościńca, w większym dębowym lesie…”[13].


Dlatego, choć puszczy już nie ma, to tutejsze lasy mają jeszcze w minimalnym stopniu puszczański klimat – podkreślam jeszcze, bo z roku na rok niestety i ten las się tnie i krajobraz przez to stale się zmienia. Szkoda, że nikt jak dotąd nie pomyślał wcześniej ani dziś, aby te szczątki starego lasu zachować i objąć jakąś ochroną. Wszystkim Wam polecam gorąco spacery po dawnej Puszczy Bialskiej.

***

[1] Simona Kossak, Saga Puszczy Białowieskiej, wyd. Marginesy, wersja cyfrowa.

[2] Ibidem

[3] Hieronim Florian Radziwiłł, „Rzeczy którymi najgodniejszego mogę zabawić gościa”, opr. Adam Zamoyski, Wyd.”Twój Styl”, 1999, str. 23

[4] Ibidem, s. 37

[5] Polski Kalendarz Ilustrowany na rok 1865,  „Obrazki z Puszczy Bialskiej (Wspomnienie lat młodych)”

[6] Stefan Łada Grodzicki, „Moje Podlasie” , opr. W. Kononow, Koło Bialczan, Biała Podlaska 2004, str. 206

[7] Stanisław Jadczak, „Biała Podlaska – Dzieje miasta i jego zabytki, Lublin 1993, str.145

[8] Bolesław Górny, „Monografia powiatu bialskiego”, nakładem autora, 1939 r., reprint 2009, str. 110

[9] Ibidem, s. 111

[10] Zygmunt Gloger, „Białowieża w Albumie”, nakładem autora, 1903 r., str.6

[11] Polski Kalendarz Ilustrowany na rok 1865, „Obrazki z Puszczy Bialskiej (Wspomnienie lat młodych)”

[12] Bolesław Górny, „Monografia…”, str. 112

[13] Stefan Grodzicki pt.  „Moje Podlasie”, opr. i red. Wacław Kononow, wyd. Arte, Biała Podlaska 2004 r., str. 169-170.

* W tekstach źródłowych zachowano oryginalną pisownię.  


materiał: Osobliwości Południowego Podlasia
ryciny: Karcow Georgij, „Puszcza Białowieska”,1903 r.
mapy: zbiory własne
tekst / zdjęcia: Jakub(OvO)Sowa

2 komentarze

  • Arn

    Wspaniały artykuł.
    Te tereny mojego dzieciństwa. Szkoda, że dzisiejsza młodzież nie zna ich, tak tylko te smartfony.
    Piękne zdjęcia i opis. Szacunek i podziękowania autorowi.
    Bardzo się cieszę, że ktoś w taki sposób promuje nasz piękny region.

  • Jadwiga

    Polecam wszystkim ten artykuł! Przepiękne, szczegółowe i jakże barwne opisy przenoszą nas w dawne czasy , wszystko możemy zobaczyć i poczuć .Wrażenie niesamowite.To są moje kochane Rodzinne Strony , do których tęsknię i bardzo często powracam.Uwielbiam spacery po tych lasach ,gdzie nic nie zakłóca spokoju.Można by powiedzieć ,leśna świątynia dumania.Zdjęcia są bardzo urokliwe.Gratuluję , na prawdę wszystko to jest cudowne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *