Osobliwości Płd. Podlasia: Uroczysko „Muszaryniec” (film) (galeria)

Dziś wkraczamy w świat tajemnic, legend i złych mocy. Wśród osobliwości Południowego Podlasia możemy znaleźć takie miejsca i historie od których można z pewnością dostać gęsiej skórki. Jednym z takich miejsc jest tajemnicze leśne uroczysko Muszaryniec zwane również Mucharyńcem, położone na obrzeżach gminy Tuczna. Zapraszam do lektury.

Czy słyszał ktoś z Was opowieść o tzw. „diabelskim cmentarzu” na dalekiej Syberii? „Anomalny  obszar” – polana w tajdze na której podobno występuje wybitnie szkodliwe działanie na żywe stworzenia. Miejsce te odkrył i opisał m.in. polski podróżnik i badacz Wojciech Grzelak. Przekaz od wielu pokoleń mówi o zalegających na tej polanie szczątkach zwierząt, które się tam zapędziły. Miejscowi ponoć nie zbliżają się nawet do tego miejsca. Grzelak w swojej książce  pt. „Ziemia szamanów”  pisze też m.in. o 70 osobach, które chcąc zbadać miejsce zaginęli bez wieści. Inny badacz Aleksander Rempel z Władywostoku badając obszar wykrył tam silne pole elektromagnetyczne a on i towarzysze padli ofiarą dziwnych objawów psychofizycznych. Co ma jednak wspólnego daleki syberyjski „diabelski cmentarz” z uroczyskiem Muszaryniec w okolicach Sławatycz? Otóż uroczysko ma w kilku punktach podobne właściwości. U mieszkańców okolic Sławatycz od wielu pokoleń tkwi strach przed tym miejscem. Miejscowi unikają zazwyczaj tematu związanego z uroczyskiem, jednocześnie przestrzegając by tam nie chodzić.

Uroczysko Muszaryniec jest niezwykłą osobliwością w przyrodzie, idealnym okręgiem o powierzchni 4-5 ha, jakby wyciętym od cyrkla w gęstym lesie. Okrąg tworzy suchą wyspę, którą otacza niedostępna bagnista fosa. Wyspę porasta roślinność typowa dla bagna i torfowiska. Drzewa niechętnie tu rosną, są ewidentnie niższe i w gorszej kondycji niż poza okręgiem. Leśne uroczysko omijają podobno zwierzęta. Wycięte koło w lesie doskonale widać na mapie satelitarnej, wyraźnie odznacza się od otoczenia.

Miejsce pełne legend owiane niezwykłą aurą tajemniczości. Czym jednak byłaby tylko zasłyszana czy przeczytana historia wobec szansy sprawdzenia i zobaczenia tej anomalii osobiście?. Ekipa Radio Biper zorganizowała specjalną wyprawę, podczas której wyposażeni w kamerę, aparaty i inne pomoce udaliśmy się na Muszaryniec, aby sprawdzić pokrycie niektórych legend z rzeczywistością. Naszą przewodniczką w terenie była mieszkanka Sajówki położonej pod uroczyskiem pani Dorota Sobczuk, której rodzina mieszka tu od pokoleń a przez to zna ona dobrze to miejsce a jej wiedza i przekazy są można rzec najbliższe źródeł i najbardziej wiarygodne.

Nie znamy pochodzenia nazwy uroczyska, żadna z legend też jej nie wyjaśnia, a przynajmniej nikt dotąd nie dotarł do takich przekazów. Dlatego ciężko dziś dociec etymologii nazwy Muszaryniec vel Mucharyniec. Nasza przewodniczka uważa, że poprawna nazwa tego uroczyska to Muszaryniec, od zawsze tak się według niej mówiło na to miejsce, a nazwa Mucharyniec powstała podobno przez błędny odczyt liter pisanych w innym alfabecie. Próbując dochodzić, można nazwę Muszaryniec potraktować, jako określenie powiązane z mszarem, mchem, to jednak moje domysły. Mucharyniec, jeżeli przyjąć znowuż te określenie może być pochodną od mucharów a więc określenie trujących grzybów – muchomorów, które możliwie rosły tu gęsto. Pole do domysłów jak widzimy jest spore, żadne źródła jednak niestety nie potwierdzają tych teorii.

Miejscowi, jeśli w ogóle mówią o tym miejscu, to mówią o drzemiącej tu jakiejś mocy nieczystej, która każdemu, kto chce udać się w to miejsce potrafi poplątać ścieżki i zwieść na bagniste manowce. Przebywając tu miesza się ponoć w głowie, traci się jednocześnie orientację, jak i pamięć tego miejsca. Zresztą, żadna z dróg w okolicy nie prowadzi podobno do uroczyska. Według miejscowych niewiele osób dostało się samemu na środek wyspy, pomimo, że próbowali. Na miejsce nie doprowadza nawet wytyczony parę lat temu szlak rowerowy, „Na Mucharyniec”. Wedle znalezionych relacji, nie pomoże nam też żadna nawigacja, kompasy jak i inne urządzenia elektroniczne, które ponoć wariują i stają się tu bezużyteczne. Tak opisują miejsce legendy i zapisane relacje. Jak jest w rzeczywistości?

To, że niema w pobliżu uroczyska dróg, jest bajką. Drogi są, choć bardziej można nazwać je śródleśnymi przecinkami lub ścieżynami. Szliśmy na uroczysko około kilometr najkrótszą drogą z Sajówki. Według naszej przewodniczki największą trudnością terenową są tu właśnie bagna i fosa, która otacza wyspę. My byliśmy jednak w takim czasie, kiedy od dawna nie padały większe deszcze i w związku z tym teren był mocno przesuszony i łatwiejszy do pokonywania. Idąc w jednym miejscu przez fosę, postępując ostrożnie po kępach trawy można było bez problemu przejść na wyspę suchą stopę. Stojąc na wyspie, gdy się rozejrzeliśmy widzieliśmy dość dokładnie zarys okręgu.

Na środku wyspy maszerowaliśmy przez niewielkie bagienko, gdzie było widać ślady błotnych harców dzików, słyszeliśmy też śpiew ptaków, kolejny, więc mit mówiący, że niema tu zwierząt został przez nas obalony. Cała wyspa jest duża i ma typowo bagienno – torfowiskowy charakter. Idąc nawet w takim okresie jak byliśmy, kiedy był niski stan wody, czuło się pod nogami miękki, sprężysty grunt. Na samym środku rośnie gęsta trawa ułożona jakby w koło, tylko w tym miejscu, przypadek, anomalia? Na pewno ciekawostka. Bierzemy się za kolejny mit związany z miejscowym promieniowaniem, które rzekomo zakłóca wszystkie urządzenia elektroniczne i magnetyczne. Kamera działała, telefony też, wyciągam kompas i tu… niespodzianka. Kładę kompas w samym środku wyspy, wskazówka kręci się wskazuje północ i zatrzymuje się, obok kładę drugi elektroniczny (również magnetyczny) ten nie może się zdecydować gdzie północ, kładę obok trzeci taki sam, ten wskazuje inny kierunek północy niż pozostałe. Biorę do ręki każdy z osobna i każdy wskazuje kompletnie gdzie indziej północ, o co chodzi? Uszkodzone kompasy? raczej nie, czyżby jakieś promieniowanie, jednak było? Hmm…

Kolejna legenda Muszaryńca dotyczy wpływu miejsca na psychofizykę człowieka, my niczego specjalnego nie odczuwamy, choć osobiście odczuwam jakby lekki błogostan, czy to jednak skutek gorącego popołudnia czy magicznego oddziaływania – nie wiem. Nasza przewodniczka wspomina, że niektóre osoby przychodząc tu źle się czuły i szybko opuszczały uroczysko. Dodała jeszcze taką historię, że ponoć pasące się tu przed laty krowy nigdy nie piły wody z fosy okalającej uroczysko a nawet nie zbliżały się do niej.

Na wyspie widzimy duże krzaki intensywnie pachnącej rośliny, po sprawdzeniu w domu okazało się, że jest to bagno zwyczajne, roślina obecnie pod częściową ochroną, która jak podaje Wikipedia: (…)wydziela silny zapach i jest trująca. Liście i pędy zawierają olejek eteryczny o silnym, charakterystycznym zapachu, porażający układ nerwowy i działający odurzająco – może powodować zawroty i bóle głowy. Ze względu na zawartość szkodliwych związków na poziomie 0,3-2% (m.in. ledol, palustrol, arbutyna, garbniki) spożycie u człowieka wywołuje podrażnienie żołądka i układu pokarmowego, może prowadzić do uszkodzenia nerek oraz paraliżu systemu nerwowego (…).

Czy duże nagromadzenie tych odurzających olejków eterycznych, jakie wydziela ta roślina może mieć wpływ na dziwne samopoczucie osoby przebywającej w tym miejscu? Z pewnością to indywidualna sprawa każdego organizmu, jednak jest to możliwe, a jeśli jest to możliwe to do stworzenia legendy jest już niedaleko. Po drodze w okolicy uroczyska wypatrzyliśmy porozrzucane kości dzika – kolejny przypadek? Wyobraźnia znów uruchamia się na wysokich obrotach.

Inną legendę związaną z uroczyskiem opowiada Jan Korneluk, tutejszy mieszkaniec na łamach Pisma Stowarzyszenia Rozwoju Gminy Sławatycze „Nadbużańskie Sławatycze” ( R. IX 2008), który pisze:

– (…) Otóż w miejscu zwanym „Mucharyniec” istniała cerkiew, która z nie znanych nam do dziś przyczyn (…) zapadła się pod ziemię , a do dnia dzisiejszego istnieją dowody świadczące o niezwykłości tego miejsca.  (…).O krążącej legendzie usłyszałem już jako mały chłopiec, jednak dopiero teraz gdy moje nadbużańskie korzenie przyciągają mnie tu na kilka miesięcy w roku, postanowiłem przyjrzeć się sprawie dokładniej. W 2007 roku przeprowadziłem wywiad z najstarszymi żyjącymi osobami tutejszej społeczności. Moje przypuszczenia potwierdziła żyjąca do dziś a mieszkająca we wsi Kolonia Krzywowólka starsza pani, która opowiedziała mi dokładnie to samo, co usłyszałem przed niemal sześćdziesięciu laty. I tu chciałbym wrócić do istniejących do dziś dowodów, o których wcześniej wspominałem. W miejscu tajemniczego kręgu znaleziono dwa duże głazy. Kamienie te posiadają odciski w kształcie stóp (uważane za odciśnięte stopy Matki Boskiej) oraz ślad Krzyża a także znaki sugerujące kształt różańca. W latach 80-tych lekarz pracujący wówczas w Ośrodku Zdrowia we wsi Krzywowólka sprowadził te kamienie przed budynek Ośrodka Zdrowia. Największy z nich został w latach późniejszych przetransportowany pod kaplicę w Krzywowólce i umieszczony obok krzyża stojącego na tym terenie (…).

Tajemniczy kamień znajduję się dalej obok kaplicy w Krzywowólce i można go dokładnie obejrzeć. Miejsce, gdzie znajdowały się pierwotnie pokazała nam nasza przewodniczka. Kamienie leżały po zewnętrznej stronie fosy, tuż przy niej. Kamień obecnie z ustawioną na nim figurą Matki Boskiej po przyjrzeniu się z bliska posiada charakterystyczne ślady – wgłębienia, czy da się w nich jednak wypatrzeć ślady stóp czy różańca? – zostawiam to już Wam do oceny.

Historię o zapadłej cerkwi w miejscu uroczyska uzupełniła nasza przewodniczka. Jej ciotka, dziś przeszło 80-latka, kiedy o Muszaryńcu zaczęto mówić i nie był to już temat tabu, postanowiła opowiedzieć historię, którą usłyszała jeszcze od swojej babki. Wedle tej opowieści w miejscu uroczyska istniał ponoć klasztor zamieszkiwany przez mnichów. Mnisi ci grzeszyli, jak to określiła pani Dorota – zaspakajali swoje potrzeby między sobą i za to spotkała ich kara i zapadli się razem z całym klasztorem pod ziemię. Nocą ponoć słychać na uroczysku bicie klasztornych dzwonów. Niby bajka, ale zdarzenie mogło jednak dotyczyć występków miejscowych duchownych, a przebieg „ukarania” mógł skutkować ich śmiercią i zakopaniem w np. miejscu obecnego uroczyska, a w pamięci historia przekazywana z pokolenia na pokolenie obrosła legendą. W każdej legendzie, jak mówi przysłowie jest ziarenko prawdy,  ale wybaczcie, wyobraźnia w przypadku takich historii jest pozbawiona jakichkolwiek hamulców.

Fenomenu uroczyska nie potrafi jak dotąd nikt wyjaśnić i miejsce wciąż czeka na zbadanie przez naukowców. Jedna z kolejnych teorii, tym razem postawiona przez pasjonatów takich niezwykłych anomalii mówi o podejrzeniu, że w to miejscu mógł spaść meteoryt i występuje w związku z tym promieniowanie kosmiczne, które wszystko wkoło zabija. Bardziej przyziemna teoria charakteryzuje teren uroczyska, jako formę tzw. torfowiska wysokiego gdzie pośrodku wyspy zalega torf, teren jest lekko wyniesiony i na tyle suchy, że drzewa mogą na nim rosnąc. Obrzeża są natomiast bagnem. Obecnie póki nikt naukowo tego miejsca nie zbada, kolejne legendy i teorie będą powstawać jak grzyby po deszczu.

Nie zalecam wybierać się na teren uroczyska samemu z uwagi na jego bagnisty charakter, bardzo łatwo wpaść stąpając nieuważnie po pas w bagno, szczególnie po obfitych deszczach. Zalecam za to zabranie kaloszy i posługiwanie się asekuracyjnie masywnym kijem.

PS. Dziękujemy pani Dorocie Sobczuk, Radnej Gminy Sławatycze za zaprowadzenie nas do uroczyska oraz podzielenie się niezwykle interesującymi informacjami na jego temat.

 


materiał: Osobliwości Południowego Podlasia
zdjęcia: Gwalbert Krzewicki
film: Jakub(OvO)Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *